poniedziałek, 30 maja 2016

Jaka nowa nazwa banku po fuzji

Jaka nowa nazwa banku po fuzji.


Autor: Maria Orkwiszewska


Z połączenia Banku Zachodniego WBK i Kredyt banku powstanie nowa firma, która będzie miała około 900 placówek i 3,5 mln klientów. Jaka nowa nazwa banku pojawi się w najbliższym czasie na naszym rynku?


Dotychczasowe doświadczenia z fuzji, w których uczestniczyły wcześniej wymienione banki, nie pokazały perspektywicznego myślenia w temacie: nowa nazwa banku. Kontaminacja, jaka powstała z połączenia Banku Zachodniego z Bankiem WBK była chyba najgorszym możliwym rozwiązaniem, jakie przyjęto, a nazwa banku była chyba tematem długich dyskusji. Problemem prawdopodobnie było, czyja marka będzie pierwszym członem nazwy. W efekcie powstała nowa nazwa banku, której nikt w pełnej formie nie używał. BZWBK – taka nazwa banku istniała w potocznym obiegu.

Co nas może czekać po połączeniu, które niedawno nagłośniły media. Jaka nowa nazwa banku może pojawić się na rynku? Jakie są możliwe rozwiązania? Teoretycznie po fuzji mogą pozostać obie marki na rynku. Jedyną zmianą może być dodanie określenia - Grupa Santander i wykorzystanie modelu rekomendowanego architektury portfela spółek. Taką formę istnieje już w identyfikacji wizualnej Banku Zachodniego WBK. Takie rozwiązanie wzmocni wizerunkowo pozycję marki Santander w Polsce, ale i pozostawi dość znane nazwy banków na rynku. Na kampanie reklamowe wydają po zsumowaniu rocznie prawie 150 mln złotych, więc środków na lansowanie tego rozwiązania nie zabraknie.

Drugim scenariuszem jest pozostawienie jednej z marek jako nowa nazwa banku. Logiczniejsze jest, aby Kredyt Bank zmienił się w Bank Zachodni WBK. W ten sposób zachowana by została nazwa banku wiekszego i lepiej rozpoznawana na rynku. Wadą tego rozwiązania jest to, że musi zniknąć nazwa i marka Kredyt Bank. Sytuacja odwrotna, to znaczy, że jako nowa nazwa banku pozostanie Kredyt Bank a zniknie Bank Zachodni WBK, jest jednak jeszcze mniej prawdopodobna.

Można myśleć o połączeniu obu marek. Nowa nazwa banku - Kredyt Bank Zachodni WBK mówi tak dużo, że chyba nic nie znaczy. Taka nazwa banku nie dość że długa to dodatkowo jako zlepek nie wnosi żadnej nowej wartości. Dodatkowym kłopotem będzie pierwsze słowo nazwy banku, czyli Kredyt, które było by zaczerpnięte z nazwy mniejszej instytucji. Wracając do doświadczeń pierwszej fuzji WBK, takie propozycje należy uznać za nietaktowne. ;)

Może, więc Bank ZWBKK, bo w nazwie banku musi pojawić się słowo bank. Zetwubekaka jest bardzo ciekawym akronimem i jego unikatowość mogłaby być nawet swoistą jakością i wyróżnikiem. Chuck Norris, Antonio Banderas lub inne gwiazdy światowego kina występujące w reklamach, bawiły by nas próbując wymówić nazwę. Kombinacji z liter Z, W, B, K i K jest naprawdę wiele i na pewno udałoby się zbudować ciekawie brzmiącą i zawierającą duży ładunek perswazyjny nazwę. Zabawę w poszukiwanie najciekawszego rozwiązania pozostawiamy zafascynowanym udziałami w darmowych konkursach nazewniczych copywriterom.

Można zastosować jeszcze jedno rozwiązanie, a mianowicie zaprojektować zupełnie nowy wizerunek banku. Nowa nazwa banku to nowa wartość. Rzadko kiedy firmy mają okazje tworzyć od początku swoją idealną tożsamość, bez obciążeń przeszłością. Zupełnie nowa nazwa może dać firmie wizerunkową przewagę nad konkurencją. Nową firmę będzie na to stać, a posiadany budżet reklamowy na pewno na ten cel wystarczy. Agencje reklamowe zadbały by o to, aby nowa nazwa banku bardzo szybko zdobyła popularność i uznanie. Tylko, po co?

Właścicielem powstałej z połączenia firmy będzie znana i uznana w świecie bankowości marka Santander. Może nazwa banku nie jest jeszcze bardzo w Polsce znana, ale jest to bank z dużymi tradycjami. Grupo Santander Central Hispano jest największą grupą finansową w Hiszpanii Ameryce Łacińskiej i jedną z największych na świecie. Jest to instytucja finansowa, która specjalizuje się w bankowości detalicznej. W Polsce działa już Santander Consumer Bank – rozpoczął swoją działalność w roku 2006. Znaczące na polskim rynku bankowym przejęcia nie pozostawiają złudzeń, co do celów grupy. Polska jest kolejnym rynkiem, na którym Grupo Santander Central Hispano chce zająć kluczową pozycję. A to rodzi pytanie, po co hiszpańskiej grupie finansowej nowa nazwa banku? Po co zachowywać lokalne marki banków, które nie mieszczą się na listach największych instytucji finansowych w Europie?

Santander nie gra o polski rynek. Gra się toczy o pozycję w Europie i na świecie. Czy warto rozdrabniać się i utrzymywać lokalne marki? Czy nowa marka banku to dobra inwestycja? Rynek telekomunikacyjny pokazuje, że wcześniej czy później lokalne marki ustępują graczom globalnym. Czy pamiętamy jeszcze Ideę albo Erę? Rynek finansowy i przykład marki Aviva także taki trend potwierdza. Duży może więcej. Wielkie ryby zjadają mniejsze. Łatwiej zarządza się wizerunkiem i marka jednej organizacji. Co z tego, że lokalna nazwa banku jest powszechnie znana w naszym kraju. Musimy pogodzić się z tym, że słabe marki nie mają racji bytu na rynku, chyba że są wyjątkowymi specjalistami. Ani Bank Zachodni WBK ani Kredy Bank niczym wyjątkowym na rynku się nie wyróżniały. Tak jak zniknął Lukas Bank i nikt głośno po nim nie płakał, tak i nazwy banków które się obecnie łączą, szybko odejdą w zapomnienie.

Jedynym uzasadnieniem dla odsunięcia w czasie tego procesu była by kolejna akwizycja, jaką mógłby dokonać Santander. Bo, po co rebranding robić dwa razy. Niezależnie od sytuacji, rebranding nazwa banków należących do Santander będzie miał postawiony inaczej cel. Nie, jaki wizerunek jest najlepszy, tylko jak wprowadzić na rynek polski międzynarodową markę. Nie - jaka nowa nazwa banku, tylko – jak ma być lansowana marka już istniejąca. A odsunięciem w czasie zmiany najbardziej zainteresowane są dwie agencje reklamowe, które obsługują banki – pozostanie tylko jedna, i to nie wiadomo czy któraś z obecnie dla banków pracujących.

Santander jest największym bankiem w strefie Euro pod względem kapitalizacji. Jest spółką giełdową a wartość jego akcji wynosiła w grudniu 49 mld euro. 10 kluczowych rynków banku to Brazylia, Hiszpania, Wielka Brytania, Meksyk, Portugalia, Chile, Argentyna, Stany Zjednoczone, Niemcy i Polska. Bank ma 100 millionów klientów i prawie 200 tysięcy pracowników. Jego sieć sprzedaży składa się z prawie 15 000 oddziałów. Jako bank, na rynkach narodowych działa pod następującymi markami: Santander (Hiszpania), Santander (Brazylia) Santander (Wielka Brytania) Santander Totta (Portugalia) Santander (Meksyk) Santander (Chile) Santander Río (Argentyna) Santander (Niemcy), Santander (Peru) Santander (Portugalia) oraz markami powiązanymi wizerunkowo poprzez wspólne logo Openbank (Hiszpania) Banif (Hiszpania), Sovereign (w UE). Nazwa banku występuje monolitycznie prawie we wszystkich krajach. Większymi organizacjami bez czerpania z wizerunku Santander są jedynie Bank Zachodni WBK (Polska), Banesto (Hiszpania ) i właśnie przejęty Kredyt bank (Polska). Nowa nazwa banku dla lokalnego gracza nie ma dla grupy znaczenia. Liczy się pozycja Santander.

Jak podaje bank w swoich materiałach, transakcja fuzji z Kredyt Bankiem wzmocni pozycję grupy w Polsce. Nasz kraj, jako lider wzrostu gospodarczego w Unii Europejskiej jest jednym z kluczowych rynków dla hiszpańskiej grupy. Dzięki temu Santander posiada obecnie kontrolę nad 10% udziałów rynkowych. Czy jest więc sens pozostawiać którąś z lokalnych marek polskich i po co na rynko nowa nazwa banku?


Maria Orkwiszewska

ANAGRAM Naming

Licencjonowane artykuły dostarcza Artelis.pl.

Ile warta jest marka Sobieski?

Ile warta jest marka Sobieski?


Autor: Maria Orkwiszewska


Według doniesień prasowych, spółka Belvedere chce sprzedać markę Sobieski. Wymóg spłaty kilkuset milionów euro stawia spółkę Belvedere przed koniecznością pozbywania się najwartościowszych aktywów. Czy spółce uda się dobrze sprzedać markę Sobieski?


Wartości niematerialne i prawne, w tym prawa do marki, są jednymi z najbardziej wartościowych aktywów. W wypadku 500 największych spółek notowanych na giełdzie w Nowym Jorku, już ponad 80% ich wartości stanowią wartości niematerialne i prawne. Wartość marki w relacji do wartości firmy najwyższa jest w firmach działających na rynku dóbr szybkorokujących. Drugim ważnym czynnikiem wpływającym na wycenę wartości marki jest jej pozycjonowanie cenowe, a co za tym idzie wysokość marży, jaką firma jest zdolna na marce uzyskać. O wartości marki decydują także udziały rynkowe oraz tempo ich wzrostu. Najbardziej wartościowe są marki, które rosną. Potencjał rozszerzania marki, na nowe rynki, nowe oferty i nowe grupy klientów jest także oceniany przy okazji wycen lub transakcji na markach. Bardzo ważnym elementem wyceny marki jest wsparcie na dalszy rozwój, jakie może marka uzyskać od właściciela - Belvedere jest jednak bardzo zadłużoną spółką. Najważniejszym jednak czynnikiem budującym wartość marki jest potrzeba sprzedającego oraz korzyści, jakie kupujący może uzyskać z nabycia marki. Elementem faktycznej wyceny marki jest, więc transakcja.

Skonsolidowane obroty Grupy Belvedere wyniosły w minionym roku około 910 mln euro. Kapitalizacja to 900 mln zł a wartość księgowa spółki Belvedere to minus 700 mln zł - takie dane można znaleźć o spółce na portalach związanych z GPW w Warszawie. Dług Belvedere szacuje się na około 500 mln euro. Aby ocenić faktyczną pozycję negocjacyjną spółki Belvedere warto prześledzić ostatnie fakty związane z sytuacją spółki. Sąd Apelacyjny w Nîmes ogłosił, że decyzję w sprawie postępowania zbiorowego na rzecz grupy Belvedere, wyda 8 marca 2012. 1 lipca 2011, w swym postanowieniu, Sąd Gospodarczy w Nîmes ogłosił wszczęcie postępowania ochronnego (procédure de sauvegarde) na rzecz spółki Belvédere. Ten sam Sąd 20 września 2011 postępowanie to zamienił na postępowanie naprawcze (procédure de redressement judiciaire) przez ). 8 lipca 2011 prokuratura wniosła apelację od tego postanowienia. 1 grudnia, Sąd Apelacyjny w Nîmes postanowił przenieść rozpatrzenie sprawy na 5 stycznia 2012. Jak podała spółka Belvedere, 10 stycznia 2012 Sąd Gospodarczy w Nîmes postanowił przedłużyć okres obserwacji w postępowaniu naprawczym do 16 czerwca 2012. Jak twierdzi zarząd, spółka realizuje swoje zobowiązania systematycznie. Jak twierdzą dłużnicy, sposób, w jaki to spółka robi ich nie satysfakcjonuje.

Belvédere deklaruje, że jej priorytetem jest oddłużenie, operacje na kapitale, kontynuowanie naprawy swojej działalności oraz poprawa rentowności. Oddłużenie ma być zrealizowane poprzez zbycie aktywów, wśród których najwartościowsze są marki. W portfelu grupy Belvedere są marki: Sobieski, Danska, Krupnik, Polonaise, Starogardzka. Najjaśniejsza gwiazdą jest Sobieski Vodka.

Sobieski Vodka to marka w pierwszej dziesiątki wódek premium na świecie pod względem ilości sprzedaży. Na rynek rocznie trafia około 3 mln 9-litrowych kartonów. W ostatnich kilku latach marka Sobieski była w czołówce światowych marek alkoholi mocnych kategorii Premium, które osiągały największe wzrosty sprzedaży. Ciekawostką jest to, że wśród najszybciej rosnących mocnych alkoholi były tylko trzy wódki, w tym właśnie Sobieski. Największym atutem tej marki jest jej międzynarodowość. Z drugiej strony dążenie do globalizacji sprzedaży jest przyczyną problemów finansowych Belvedere. W 2006 roku Grupa Belvedere postanowiła przejąć francuską firmę Marie Brizard. Był to czas hossy na światowych giełdach. Spółka Marie Brizard posiadała atrakcyjne kanały dystrybucji na całym świecie. Środki na sfinansowanie transakcji Belvedere pozyskała poprzez emisję obligacji za 375 mln euro. Za transakcję spółka zapłaciła akcjami własnymi, które były zabezpieczone opcją call, co dawało posiadaczom akcji możliwość ich sprzedaży na rzecz Belvedere po wcześniej ustalonym kursie. Nadszedł kryzys i spadki na giełdach - kilku posiadaczy akcji skorzystało z opcji zamiany akcji na gotówkę. Belvedere musiała odkupić akcji po wcześniej ustalonym kursie, co w konsekwencji doprowadziło do przekroczenia limitu akcji własnych w portfelu Belvedere. Efektem była zamiana zobowiązań długoterminowych na krótkoterminowe. W ten sposób wierzyciele mogli zażądać szybszej spłaty długu, który miał być rozłożony na całe dziesięciolecie. Dodatkowo okazało się fundusz Oaktree Capital Management, kupił pośrednio pakiet obligacji Belvedere na około 150 mln euro. Pakiet był tak duży, że Oakteee stał się większościowym wierzycielem Grupy. Oakteee ma w swoim portfelu spółkę Stock Polska - bezpośredniego konkurenta Belvedere na rynku polskim. Fundusz zaprzecza, że jego zamiarem było przejęcie konkurenta. Jednak stawiane na drodze sądowej wnioski o postawienie dłużnika w stan upadłości pozwalają sadzić, że to może być celem właściciela lidera rynku polskiego. Obligatariusze chcieli jak najszybciej odzyskać swoje pieniądze i proponowali konwersję zadłużenia na akcje spółki, co według Belvedere jest próbą wrogiego przejęcia.

Belvedere musi, więc regulować swoje zobowiązania systematycznie, wywiązywać się z planów naprawczych i efektywnie prowadzić bieżącą działalność. Około 500 mln euro długu wymusza na spółce sprzedaż dużych i wartościowych aktywów. Media informują o rozesłaniu przez spółkę dokumentów do potencjalnych kupców. Podobno kilka firm podpisało już umowy o zachowaniu poufności i w najbliższym czasie ma przystąpić do badań. Belvedere liczy, że na sprzedaży marki Sobieski pozyska kilkaset milionów euro.

Rodzi się pytanie, ile warta jest marka Sobieski i czy jej sprzedaż zaspokoi potrzeby Belvedere na gotówkę? Cena marki zależy od sytuacji rynkowej, a to rodzi kilka pytań. Czy rynek wódki rośnie na tyle mocno, że inwestycja w Sobieskiego da odpowiedni zwrot? Czy fakt, że Sobieski jest pozycjonowany, jako marka Premium gwarantuje sukces? Czy na rynku są do kupienia inne marki, a więc czy oferta Belvedere ma konkurencję? Czy istnieją na rynku firmy, którym pasuje do portfela ofertowego marka Sobieski?

Zakupem marki Sobieski mogą być zainteresowani zarówno inwestorzy finansowi, czyli fundusze inwestycyjne, jak i inwestorzy branżowi. Ich strategie zdecydowanie się różnią. Celem inwestora finansowego jest powieszenie wartości zakupu i jego dalsza odsprzedaż. Więc albo kupuje bardzo tanio albo posiadając środki finansowe potrafi zbudować i wykorzystać synergie z innymi posiadanymi w portfelu spółkami. Inwestycja w samą markę bez produkcji i silnej dystrybucji nie ma dla inwestora finansowego dużego sensu. Inwestor branżowy ocenia markę z perspektywy jej dopasowania do posiadanego portfolio marek, potencjału produkcyjnego i dystrybucyjnego. Celem zakupu mogą być udziały rynkowe, unikalne kompetencje lub potencjał rozszerzania. Analizując markę inwestorzy branżowi ocenią synergie, jakie mogą uzyskać dzięki marce lub w jaki sposób marka wzrośnie na ich całościową wycenę (dotyczy to spółek giełdowych).

Co zatem jest wartością marki Sobieski? Jest to marka rosnąca. Zajmuje znaczącą pozycję rynkową wśród wódek, jednak wódki czyste nie są najbardziej popularnymi markami wśród mocnych alkoholi premium. Historia marki jest dość krótka, została powołana do życia w roku 1998. Atutem marki, choć bez przesadnego znaczenia, jest współpraca z gwiazdą kina Brucem Willisem. Wódki są produktami, które same w sobie trudno na rynku wyróżnić, stąd poszukiwanie poza produktowych elementów kształtowania wizerunku. Jest naprawdę mało osób, które odróżniają smaki wódek. Poza tym wódki są składnikami drinków i smak podstawowego produktu jest wtórny, liczy się znajomość marki. Kluczem do międzynarodowej sprzedaży Sobieskiego miała być dystrybucja grupy Marie Brizard. W lipcu 2010 roku Belvedere prowadziła negocjacje ze spółką Cofepp w sprawie przewidzianej w planie naprawczym sprzedaży grupy Marie Brizard. Marka Sobieski jednak w dalszym ciągu istnieje w portfelu Marie Brizard. W interesie Belvedere jest, bowiem posiadanie Marie Brizard i wykorzystanie jej do światowej ekspansji innych marek ze swojego portfela. To zapewnia rozwój Belvedere w przyszłości i budowanie wartość, jako spółka notowana na giełdzie.

Belvedere musi sprzedawać swoje aktywa, aby odzyskać kontrolę nad swoimi finansami. Co więcej czas ma na to ograniczony, bo obligatoriusze robią wszystko, aby osłabić Belvedere lub przejąć nad nim kontrolę. Właścicielom chyba zależy na utrzymaniu Belvedere w swoich rękach, więc nie ma jeszcze mowy po fuzji lub oddaniu kontroli nad całą grupą. Ilość uwarunkowań związanych z sytuacją Belvedere może znacząco wpłynąć na wartość sprzedawanej marki. Główne pytanie brzmi: czy na rynku jest kilka firm, którym bardzo zależy na posiadaniu w porfellu marki i konkurując ze sobą zapłacą wysoką cenę. Inaczej cena marki może być nisza od oczekiwań obecnego jej właściciela.


Jarosław Filipek

Dyrektor Generalny CODES Strategie

Licencjonowane artykuły dostarcza Artelis.pl.

Celebryci a marki i nazewnictwo

Celebryci a marki i nazewnictwo


Autor: Maria Orkwiszewska


Coraz więcej firm decyduje się na wykorzystanie do budowania swojej marki wizerunku celebrytów. Nazwiska znanych z mediów gwiazd, są także używane, jako element lansowania wielu różnych przedsięwzięć.


Z jednej strony są to próby wykorzystania popularności. Zdarzają się także przypadki uhonorowania dorobku i osiągnięć. Istnieje też nazewnictwo, które wykorzystuje nazwiska celebrytów do nadawania nazw zwierzętom.

Nazewnictwo zwierząt imionami znanych ludzi jest zgodne z zasadami określonymi przez Międzynarodową Komisję Nomenklatury Zoologicznej. Organizacja zakłada, że można nazywać nowe gatunki ku czci osób, w tym także gwiazd i celebrytów. Więc nazewnictwo jest absolutnie legalne. Niezależnie od tego, jakie zwierze i z jakich powodów ma nadane imię celebryty. To ciekawy obszar, w jaki wkracza nazewnictwo.

W północnej Australii, w regionie Queensland, odkryto w 1981 roku rzadki gatunek much. Wyróżnia się on pięknym złotym ubarwieniem odwłoka. Złote włoski na ciele owada są bardzo bujne. Zauroczeni owadem badacze skojarzyli datę odkrycia zwierzęcia z datą urodzin znanej piosenkarki i aktorki, która także wyróżniają złote włosy. Naukowcy po opisaniu zwierzęcia, ochrzcili muchę Scaptia (Plinthina) - Beyonceae, na cześć urodzonej w Huston w Teksasie Beyoncé Giselle Knowles. Beyonce to wokalistka R&B, aktorka i projektantka mody.

Jest w tym fakcie trochę ironii, bo artystka miała już wcześnie kłopoty związane działaniami organizacji PETA - People for the Ethical Treatment of Animals. Beyonce jest właścicielką marek odzieżowych. W 2006 roku PETA skrytykowała Knowles za wykorzystywanie w liniach odzieżowych futer. Przedstawiciele PETA próbowali skontaktować się z wokalistką, jednak bez skutków. W 2007 roku dwóch członków organizacji wygrało aukcję charytatywną, oferującą w nagrodę osobiste spotkanie z Knowles. Beyonce była nieświadoma, kto będzie na spotkaniu i skończyło się skandalem. W 2009 roku przedstawicielka People for the Ethical Treatment of Animals potwierdziła, że od czasu incydentu Beyoncé nie nosi na sobie zwierzęcych futer. Bryan Lessard z australijskiej firmy badawczej CSIRO tłumaczył nazwę muchy podobieństwem do artystki. Organizacja naukowa skontaktowała się z Beyonce, ale nie uzyskała wiążącej odpowiedzi, czy podoba się jej pomysł z nazwaniem końskiej muchy imieniem Scaptia (Plinthina) beyonceae.

Aegrotocatellus jaggeri to trylobit z rodziny Phacopida. Zwierzę zostało odkryte w roku 1995 w Kanadzie. Te wymarłe już morskie stawonogi miały wyraźnie wyróżnioną częścią głowową, tułowiową i ogonową. Aegrotocatellus jaggeri to bardzo rzadki gatunek trylobita, nazwany został na cześć brytyjskiego wokalisty słynnego zespołu The Rolling Stones - Mick'a Jagger'a. Agathidium bushi to żuk nazwany na cześć George W. Bush’a, natomiast Agathidium vaderi nawiązuje do imienia Darth'a Vader'a, jednego z bohaterów filmu "Gwiezdne wojny". Badacze żuków z tej rodziny, nader często wykorzystują nazewnictwo inspirowane nazwiskami znanych postaci. Już ponad 60 nazwisk znanych polityków uwiecznionych zostało w nomenkalturze zoologicznej związanej z tym żukiem. Ten wyjątkowy hołd oddają entomolodzy dr Kelly B. Miller i dr Quentin D. Wheeler. Dzięki nim nazewnictwo zwierząt jest bliższe naszemu codziennemu życiu. Nazwa Agra schwarzeneggeri pochodzi od nazwiska Arnolda Schwarzeneggera. Etymologia nazwy nawiązuje do budowy aktora - wygląd chrząszcza przypomina umięśnioną sylwetkę kulturysty. Odnóża osobników męskich budzą skojarzenia z bicepsami znanego aktora. Nazewnictwo ma tu, więc bezpośrednie skojarzenia z osobą. Agra schwarzeneggeri należy do gatunku biegaczowatych. Został odkryty na Kostaryce.

Anhanguera spielbergi to wymarły latający gad, zwany popularnie „starym diabłem”. Pterozaur był spokrewniony z dinozaurami. Do dziś odkryto około 60 rodzajów i 120 gatunków pterozaurów. Steven Spielberg - twórca filmy "Jurassic Park", zasłużył sobie na nazewnictwo jego imieniem tego prehistorycznego zwierzęcia. Masjakazaurus to rodzaj teropoda należącego do grupy abelizauroidów. Gatunek Masiakasaurus knopfleri, został nazwany na cześć szkockiego muzyka Marka Knopflera. Gad ten żył na Madagaskarze 70–65,5 mln lat temu. Skamieniałe kości gada z późnej kredy odkrywcy znaleźli słuchając muzyki Knopflera. Inspirująca muzyka szkockiego artysty słuchana podczas wykopalisk, przyczyniła się, więc do odkrycia tego małego drapieżnego dinozaura, o długim ogonie, ruchomej szyi i szybkich dwóch nogach. Długość ciała gada wynosiła niecałe dwa metry. Nazewnictwo gadów i dinozaurów jest zdecydowanie bardziej atrakcyjne dla gwiazdy, niż nazewnictwo jego imieniem muchy czy pająków.

Nazewnictwo pająków ma wiele przypadków wykorzystywania wizerunku celebrytów. Heteropoda davidbowie to gatunek dość dużego pająka z rodziny spachaczowatych. Heteropoda żyje w Malezji. Spośród innych przedstawicieli wyróżniają go żółto ubarwione sety oraz głaszczki samców. Pająk został opisany w 2008 roku przez niemieckiego naukowca Petera Jägera. Odkrywca nie uzasadnił, dlaczego nazwą gatunkową pająka uhonorował angielskiego piosenkarza - Davida Bowiego. Aptostichus angelinajolieae nosi imię aktorki Angeliny Jolie. Słynna amerykańska gwiazda stała się inspiracją dla nazwy dużego pająka, żyjącego pod ziemią. Ten długowieczny gatunek jest jednymi z najstarszych pająków zamieszkujących ziemię. Zwierzę po raz pierwszy zauważono w Stanach Zjednoczonych w północnej Kalifornii. Z Kalifornii pochodzi także Calponia harrisonfordi kolejny gatunek pająka, który nosi imię znanego amerykańskiego aktora. Calponię odkrył w 1993 roku Norman Platnick. Chciał on wplatając w nazewnictwo pająka nazwisko Harrisona Forda, podziękować aktorowi za pracę narratora przy filmie dokumentalnym o Muzeum Historii Naturalnej w Londynie.

Na koniec Anophthalmus hitleri. Nazwą tego endemicznego chrząszcza uhonorowano Adolf Hitlera. Anophthalmus hitleri to gatunek endemicznego jaskiniowego chrząszcza z rodziny biegaczowatych. Zwierzę występujący w niewielu słoweńskich jaskiniach i zostało opisane przez niemieckiego entomologa - Oscara Scheibela. Działo się to w roku 1937. Takie nazewnictwo przyczyniło się do olbrzymiej popularności zwierzęcia. Ten niepozorny owad jest obecnie przedmiotem pożądania kolekcjonerów pamiątek nazistowskich. Okazy Anophthalmus hitleri osiągają ceny 1000 euro za sztukę. Nie dziwi, więc fakt, że ginęły także z kolekcji muzealnych.

Bez zgody, a często bez słonych płat, nie można wykorzystać nazwiska osoby publicznie znanej, jako nazwy marketingowej do celów zarobkowych. Co jednak, gdy w grę wchodzi przedsięwzięcie niekomercyjne?

Przedmieścia Bratysławy z Austrią ma połączyć most rowerowy. Słowacka administracja złożyła propozycje nazwy: Most Marii Teresy, Most Wolności i Most Żelaznej Kurtyny. Jako że mamy na Słowacji demokrację, dopuszczono możliwość zgłaszania pomysłów na nazwy. Ogłoszono publiczne głosowanie - pojawiało się nazwisko Chucka Norrisa, które szybko zdystansowało zgłoszone przez urzędników propozycje nazwy. Trudno określić, czy to swoiste poczucie humoru Słowaków i popularność dowcipów o strażniku Teksasu doprowadziło do tak niespodziewanego rezultatu. No, bo rodzi to banalny problem, czy Chuck Norris, właściwie Carlos Ray Norris, amerykański aktor, gwiazdor Hollywood, siedmiokrotny mistrz świata w karate na taką propozycję nazwy mostu się zgodzi.

Chuck Norris w Korei poznawał sztuki walki i zdobywał kolejne dan. W 1962 powrócił do Stanów Zjednoczonych, gdzie założył kilka szkół karate. Popularność tego sportu zachęciła wiele gwiazd do skorzystania z oferty mistrza. Do jego szkół uczęszczali między innymi Steve McQueen, Priscilla Presley i Michael Landon. To oni zasugerowali mu karierę filmową, co zaowocowało nader bogatą filmografią. Z ciekawostek warto dodać, że Chuck Norris uczył technik walki inna gwiazdę - Bruce'a Lee. Popularność gwiazdora stała się też dla niego swego rodzaju przekleństwem. W latach 2005 i 2006 internet zalała fala absurdalnych dowcipów zwanych, jako "Chuck Norris Facts". Chuck Norris gościł niedawno w Polsce. 15 stycznia 2012 przyleciał do Polski i brał udział w reklamie Banku Zachodniego WBK, co szeroko skomentowały polskie media. Sława Chucka Norrisa jak widać sięga i naszego rodzimego marketingu.

Z problemem nazwy mostu zmierzyli sie niedawno warszawiacy. Pomimo społecznego wyboru i akceptacji przez mieszkańców nazwy Most Północy, administracyjną decyzją radnych Warszawy została wprowadzona inna nazwa. Pomijając aspekty prawne używania nazwisk żyjących i znanych osób, możemy być świadkami kolejnej przepychanki administracji z opinia publiczną, tym razem u naszych południowych sąsiadów. Rodzi się jednak inne pytanie, czy propozycja publiczna, która wygrała na Słowacji, nie jest objawem znudzenia i znużenia patriotycznym slangiem i wspomnieniami kombatanckimi (w Warszawie w sprawie nazwy mostu głos zabierały także organizacje kombatanckie). Może mieszkańcy Bratysławy mają już dość politykierstwa i wolą nazwy lekkie w wyrazie. Przy okazji o moście mówiło by się częściej niż o „Moście Żelaznej Kurtyny” czy „Moście Wolności”. I nie było by w tym nic zdrożnego, gdyby to były dowcipy. Byle nie obrażające osób publicznych, choć Chuck Norris ma dystans do siebie i swojej popularności. Bo nie każdy otrzymuje z rąk gubernatora stanu honorowy tytuł Texas Range. Nie każde nazwisko może być podstawą nazwy mostu, budynku, firmy czy też produktu.

Celebryci mają spory wpływ na codzienne życie. Często popularność przybiera kuriozalne formy i prowadzi do niespodziewanych efektów oraz odbija się na ich życiu prywatnym. Kolejny przykład ma także związek z Beyonce. Od 2002 roku Beyoncé pozostaje w związku z raperem Jayem-Z. Para kilkukrotnie współpracowała muzycznie. W efekcie znani muzycy pobrali się i w styczniu Beyoncé urodziła córkę, której rodzice nadali imię Blue Ivy Carter. Beyonce i Jay-Z wybrali to imię nieświadomi konsekwencji. "OG Blue Ivy" przyjęło się, jako nazwa nowej odmiany marihuany sprzedawanej w Hollywood. Jak można się domyślać, szum medialny i popularność jednej z najlepiej zarabiających na świecie par artystów wspiera sprzedaż narkotyków tej „marki”. Beyonce i Jay-Z nazwali swoje dziecko nieświadomymi konsekwencji i nie mają nic wspólnego z nazwą narkotyków. Dodatkową popularność nazwa narkotyku uzyskała dzięki publicznym występom oseska. Blue Ivy Carter zdobyła sławę, jako najmłodszy „twórca” na listach Billbordu. Głos dziecka pojawił się w nagraniu „Glory” - Jay-Z nagrał i umieścił gaworzenie i płacz w swoim utworze. W ten sposób imię dziecka staje się marką, niestety niekoniecznie zgodnie z intencją rodziców.


Maria Orkwiszewska

ANAGRAM Naming

anagram@anagram.pl

Licencjonowane artykuły dostarcza Artelis.pl.

Jak za darmo reklamować bloga w internecie? Kilka skutecznych metod

Jak za darmo reklamować bloga w internecie? Kilka skutecznych metod


Autor: Daniel Karolak


Jeśli posiadasz bloga i nie jest on znany w sieci a chcesz żeby był musisz zacząć go reklamować. Posiadając środki finansowe na reklamę efekty możesz zobaczyć niemalże natychmiast, wystarczą tylko odpowiednie działania i o twojej stronie dowiedzą się setki jak nie tysiące osób.


Nie mając pieniędzy na reklamę nie ma co się zrażać. Nie jesteś pierwszy i ostatni, który ich nie ma. Fakt jest faktem, że bez kasy będzie ciężej, ale nie znaczy to że masz przestać myśleć o promocji. Postanowiłem wymienić Ci kilka podstawowych i mam nadzieje że Ci się przydadzą oraz będziesz z nich zadowolony.

1. Udzielaj się na forach internetowych.

Ta metoda jest tak stara, że nie mal każdy znany blog od niej zaczynał. Na forach internetowych zazwyczaj szukamy odpowiedzi na pytania. Wystarczy zajrzeć na na jakieś forum i przeczytać kilka tematów, prawie zawsze się znajdzie tam jakieś pytanie zadane przez użytkownika. Co ma więc forum do twojego bloga?

Jeśli znasz odpowiedź na pytanie, które zadał użytkownik, natychmiast napisz ją na swoim blogu. Zarejestruj się do forum i napisz krótką informację, że udzieliłeś odpowiedzi na dane pytanie na swoim blogu oraz umieść tam link przekierowujący na twoją stronę z tą informacją. W taki sposób bardzo szybko możesz przekierować zainteresowane osoby odpowiedzią z forum na twojego bloga lub stronę www. W ten sposób budujesz sobie również opinię eksperta. Jest to często używana metoda przez początkujących blogowiczów i sprawdza się na 100%.

2. Wymiana linków.

Wymiana linków z innymi blogami powiązanymi tematycznie z twoim, też jest jak najbardziej wskazana. Zadaj sobie trud i poszukaj w internecie takich blogów oraz zapytaj czy autor lub admin strony chciałby się z Tobą wymienić linkami. Większość zazwyczaj się zgadza, ale nie wszyscy, więc na odmowę też musisz być przygotowany. Jeśli blog lub strona z którą chcesz dokonać wymiany jest często czytana przez internatów jest duże prawdopodobieństwo, że Ci internauci też trafią na twojego bloga dzięki linkowi, który został na niej zamieszczony. Działa to również odwrotnie. Wymiana linków także pozwoli Ci na szybszą indeksację w wyszukiwarkach np: Google.

3. Komentowanie innych.

Udzielaj się też na innych blogach i zostawiaj komentarze z linkiem do twojej strony. To też jest bardzo dobra metoda na promocję. Im więcej takich komentarzy będziesz zostawiał tym więcej osób może Cię odwiedzić przez umieszczany link. Komentuj blogi wartościowe gdzie zaglądają internauci, nie skupiaj się na blogach które są pisane bez sensu i bez jakiegokolwiek przekazu. Tam nikt zazwyczaj nie zagląda, więc stracisz tylko czas.

4. Pisanie Artykułów do przedruku.

Pisanie artykułów do przedruku to świetny sposób na promocję siebie jako eksperta. Aby pisać artykuły do przedruku powinieneś najpierw znaleźć serwis gdzie możesz Je umieszczać. Zwróć uwagę na Artelis.pl. Jest to najbardziej znany serwis jeśli chodzi o artykuły do przedruku. Napisz ciekawy artykuł i umieść go tam z odnośnikiem do twojej strony. Jeśli artykuł będzie naprawdę wartościowy to inni będą go publikować u siebie wraz z twoim linkiem. Czego chcieć więcej...

5. Serwisy Społecznościowe.

Kto teraz z internautów nie ma konta na Facebooku czy Naszej Klasie. Większość z nich spędza tam ponad 50% swojego czasu. Na pewno Ty też posiadasz konta na serwisach społecznościowych, więc trzeba to wykorzystać. Staraj się podsyłać swoim znajomym na Fejsie czy NK linki do postów lub artykułów, które napisałeś. Tylko nie rób tego natrętnie bo na pewno spotkasz się z niemiłymi komentarzami z ich strony, a tego byś na pewno nie chciał. Załóż Fanpage swojej strony na Facebooku i zaproś tam znajomych, dzięki temu możesz ich szybko poinformować o swoich nowych wpisach na blogu. Dodaj również okienko Fanpage na twoją stronkę tak aby było widoczne dla twoich czytelników.

Pamiętaj również o Twitter.com i Blip.pl. Na tych serwisach możesz założyć konto i publikować swoje wpisy z linkiem przekierowującym na twojego bloga.

To moim zdaniem jedne z podstawowych metod, które powinieneś znać jeśli chodzi o promocję bloga w sieci. Jak wcześniej wspominałem jest ich mnóstwo, tutaj jest zaledwie kilka metod na które powinieneś zwrócić uwagę. Są to bardzo skuteczne i darmowe metody twojego bloga w sieci od których właśnie powinieneś zacząć już dzisiaj...


Zrabianie w internecie, zarabinie przez internet, domowy system zarabiania - SPRAWDŹ TO

Licencjonowane artykuły dostarcza Artelis.pl.

Ochrona praw własności i prawa do ochrony marki.

Ochrona praw własności i prawa do ochrony marki.


Autor: Maria Orkwiszewska


Naruszanie praw własności do znaków towarowych powoduje szkody w polskich firmach na poziomie kilku tysięcy złotych na zatrudnionego. Ochrona praw własności jest, więc czymś absolutnie naturalnym. Chroni interes a często i reputacje firmy.


Czasami bywa odwrotnie i ochrona praw może prowadzić do negatywnej reakcji otoczenia. Takim przypadkiem było nasłanie prawników na blogerkę, która na swoim blogu zamieściła przepis na Ptasie Mleczko® i nie oznaczyła nazwy produktu znakiem ®. Strona facebooka, która miała służyć Wedlowi® do promocji i budowania relacji z konsumentami, stała się miejscem krytyki marki. Przestraszona firma, na łamach mediów, przeprosiła oficjalnie i blogerkę i zirytowanych internautów. Ochrona praw własności jest jak najbardziej słusznym działaniem i każda firma powinna o to dbać. Jednak absolutnie nieszkodliwa internautka potraktowana została jak poważny przestępca. Świadczy to o bezsilności firm na polskim rynku.

Podobnie do Wedla zachował się czas jakiś temu koncern amerykański. Lauren McClusky, młoda gitarzystka, od 2007 roku organizowała lokalny festiwal w Chicago. Festiwal nosił nazwę McFest - od pierwszego członu nazwiska Lauren. Całe wpływy z festiwalu przeznaczane były na dziecięce paraolimpiady. Cel szczytny a działanie prospołeczne. Lauren McClusky udało się uzbierać całkiem znaczącą sumę. Młoda gitarzystka postanowiła, więc nazwę festiwalu zarejestrować, jako znak towarowy. Ochrona praw własności festiwalu o rosnącej popularności wydawała jej się naturalnym ruchem. I tu pojawiły się niespodziewane problemy. Korporacje, bowiem śledzą zgłoszenia nowych znaków towarowych. Ochrona praw własności jest dla nich priorytetem. Jedną z takich firm jest McDonald's, którego prawnicy doszli do wniosku, że nazwa McFest jest naruszeniem praw własności firmy do znaków towarowych. Stwierdzili, że nazwa festiwalu kojarzy się z nazwami z rodziny „Mc” - koncern ma zarejestrowane wiele znaków towarowych z tym morfemem. McClusky chciała dalej organizować imprezę i proponowała rozwiązać sprawę polubownie. McDonald’s domagał się kategorycznie zmiany nazwy, twierdząc, że naruszana jest ochrona praw własności do znaków towarowych, a gitarzystka chce korzystać z powszechnej znajomości marki koncernu. Wedle panujących konwencji McClusky prawdopodobnie nie miałaby szans. Koncerny dysponując wysokimi budżetami z łatwością wygrywają takie spory. Nie chodzi o racje, tylko o nakłady, jakie trzeba ponieść, aby bronić swoich racji. I pewnie organizatorka festiwalu nie miałaby szans, gdyby nie reakcja sporej grupy osób, organizujących się przez Facebook i popierających Lauren.

Ochrona praw własności a polskie sądy

W Polsce ochrona praw własności nie stoi na wysokim poziomie. Do momentu, kiedy nie będzie w Polsce działał specjalistyczny sąd do spraw własności intelektualnej i egzekucja prawa nie osiągnie europejskiego standardu, sytuacja się nie poprawi. Wiąże się to nie tylko z dużą bezkarnością uprawiających nieuczciwą konkurencję, ale także bardzo nikłą świadomością polskich przedsiębiorców w zakresie regulacji prawa ochrony własności przemysłowej. Nawet tak podstawowe działania, jak sprawdzenie nowej nazwy - czy nie narusza praw innych firm, są bardzo sporadyczne. Ta nieświadomość szczególnie drogo kosztuje firmy w momencie ekspansji za granicę. Sądy w Niemczech, Holandii czy innych krajach Unii Europejskiej chronią lokalne przedsiębiorstwa przed naruszaniem ich praw. Sprawy sądowe, odwrotnie niż u nas, trwają bardzo krótko. Przedsiębiorca polski, pod którego markę na terenie Niemiec podszywała się inna polska firma, wyrok uzyskał po kilku tygodniach. Inna polska firma działająca w handlu internetowym, po próbie otworzenia działalności za naszą zachodnią granicą z marką podobną do znanego niemieckiego sklepu internetowego, została natychmiast pozwana do sądu. W konsekwencji firma otrzymała oficjalny zakaz prowadzenia handlu pod swoją marką na terenie Niemiec. Co więcej, w sytuacji, gdy na polskiej witrynie pod tą marką obywatel Niemiec dokona zakupów, firmie grozi kilkaset tysięcy euro odszkodowania, bo znak towarowy niemieckiego portalu zarejestrowany jest, jako znak wspólnotowy. Inna firma po zgłoszeniu znaku jedynie do polskiego Urzędu Patentowego rozpoczęła działalność w Holandii. W Unii Europejskiej obowiązują znaki towarowe wspólnotowe, czyli obejmujące obszarem ochrony całą unię. Jest już ich ponad milion. Skutkiem była reakcja kancelarii prawnej reprezentującej znany koncern międzynarodowy i konieczność wycofania się z tego rynku. Prace nad zmianą marki trwały kolejne kilka miesięcy, a straty osiągnęły pułap kilkuset tysięcy euro.

To, co w Polsce jeszcze ma społeczne, a właściwie urzędowe przyzwolenie, (bo nie jest skutecznie egzekwowane), na zachodzie jest z całą stanowczością tępione i karane. Ochrona praw majątkowych i ich egzekucja jest jednym z tematów prezydencji Danii w Radzie Europy. Trwają prace nad europejskim patentem oraz pełniejszym wprowadzeniem ochrony praw do znaków towarowych. To, co wielu przedsiębiorcom wydaje się „niewłaściwe”, bo nie pozwala swobodnie podrabiać i naruszać cudzych praw, będzie coraz skuteczniej egzekwowane. Pod warunkiem, że polskie sądy staną się w tym temacie bardziej skuteczne. Tak jak są "skuteczne" w innych sprawach. Zakopiański sąd rejonowy pierwszy raz skazał "nielegalnego handlarza" z Krupówek na przepadek towaru i grzywnę. Efektem takich działań ma być uporządkowanie handlu ulicznego, który w wielu wypadkach jest nielegalny, bo nieopodatkowany. Wieloletnie przyzwyczajenie i nawyki handlowe polskiego small business'u było trudno urzędnikom wyplenić. Na nic zdawały się upomnienia i prośby. Dopiero przepadek mienia i grzywny dają nadzieję na wyrównanie konkurencyjności. Bo z tego powodu oczywiście zacierają ręce ci, którzy prowadzą legalny, zarejestrowany i opodatkowany biznes. Sąd ukarał nielegalnego handlarza grzywną w wysokości 700 zł, kosztami sądowymi i przepadkiem mienia ze stoiska na rzecz Skarbu Państwa. Podstawą takich działań jest obowiązującą od niedawna nowelizacja Kodeksu Wykroczeń. Według nowych zapisów, handel poza miejscem wyznaczonym przez odpowiednią jednostkę administracyjną, grozi karą grzywny. Konsekwencją może być także przepadek towaru, nawet, jeżeli ten jest kupiony w legalny sposób. Podstawową intencją jest oczywiście egzekwowanie prawa podatkowego. Przy okazji przepisy te mogą doprowadzić do tego, że sprzedaż będzie prowadzona bez naruszania zasad uczciwej konkurencji.

Zakopane od dawna próbowało walczyć z plagą nielegalnego handlu. Skala osiągnęła takie rozmiary, że warto było posunąć się do najdrastyczniejszej z form porządkowania rynku. Wątpliwe, aby interesem władz Zakopanego była dbałość o interesy uczciwych, (czyli płacących podatki) handlarzy. Chodzi oczywiście o wpływy do kasy miasta. I jeżeli taka sama motywacja nakłoni władze najwyższych szczebli administracji do powołania sądu do spraw własności intelektualnej, to należy takiej inicjatywie przyklasnąć. Co ciekawe, taki sąd poprawi konkurencyjność polskich firm, bo nie tylko nie będą naruszać praw innych przedsiębiorców, ale ich kreatywność może zostać skierowana na inne pola. A jest, o co walczyć. Nasza sprzedaż zagraniczna była w minionym roku najwyższa w historii. Jest to wynikiem innowacyjności i konkurencyjności polskich firm. Pomimo kryzysu nasz eksport rośnie. Przez ostatnie osiem lat nastąpiło podwojenie polskiego eksportu. Te osiem lat to okres przynależności do Unii Europejskiej. Wzrostu eksportu nasz kraj nie zanotował tylko w roku 2009, gdy europejską i światową gospodarkę dotknął kryzys finansowy. Chwilowe załamanie handlu nadrobiliśmy z nawiązką. Do końca roku 2011 eksport wzrósł już o jedną trzecią, do rekordowego poziomu. Według NBP jest to 138 mld euro. Ciekawostką jest, że część tej sumy stanowi właśnie handel przygraniczny. Zakupami w Polsce zainteresowani są między innymi Słowacy i Litwini. Co prawda handel ten opiera się na różnicy w cenie, bo niższy jeszcze w Polsce VAT na produkty spożywcze, czyni nasze ceny atrakcyjnymi. Może, więc handel międzynarodowy jest atrakcyjną alternatywą dla drobnego biznesu, który za chwilę zostanie wypleniony z polskich ulic i placyków. Może korporacje działające w Polsce zamiast śledzić prywatne blogi skoncentrują się na budowaniu marek na rynkach międzynarodowych. Bo podrabianie Ptasiego Mleczka® na przykład w Niemczech, choć z zasady nieuczciwe i niezgodne z prawem, było by powodem do dumy.

Ochrona praw własności przez FIFA i UEFA.

O tym jak skuteczna może być egzekucja praw własności, przekonał się właściciel pubu Eastwoods Tavern, położonego niedaleko stadionu Loftus Versfeld w Pretorii w Afryce Południowej. Cała sprawa miała miejsce przy okazji mistrzostw świata w piłce nożnej. Chcąc zarobić na nadchodzącej imprezie i na swoim lokalu umieścił napis „World Cup 2010”. Prawnicy reprezentujący FIFA zareagowali bardzo szybko. Złożyli pozew, a sąd orzekł, ze restaurator nie może używać znaków „World Cup 2010” bo to jest zarezerwowane dla FIFA i oficjalnych sponsorów imprezy. Właściciel otrzymał nakaz zdjęcia oznaczeń i zapłacenia kosztów procesu. Co prawda, w tym przypadku ochrona praw własności wyszła na dobre właścicielowi pubu Eastwoods Tavern, bo takiej promocji nie mógłby opłacić. Opłacalność zależy tu wyłącznie od wysokości kary. Skoro obeszło się bez grzywny, znaczyć to może, że chodziło o popularyzację problemu i przestrzeżenie innych przed bezprawnym wykorzystywaniem znaków towarowych. Następne naruszenia mogły się wiązać z bardzo wysokimi karami.

Zbliża się Euro w Polsce i Ukrainie. Jest to okazja na większy zarobek dla pubów i lokali. Ich właściciele, będą chcieli ściągnąć kibiców, którzy nie dostali się na stadiony. Będą chcieli prezentować transmisje meczów podczas Euro 2012. Prawdopodobnie nie wszyscy wiedzą, że lokale muszą postarać się o licencję na publiczne i komercyjne transmisje meczów. Takie licencje przyznaje UEFA. Każda impreza, która wiąże się ze sprzedażą żywności, napojów lub pobieraniem opłat za wstęp podlega takim regulacjom. Standardowa stawka mieści się w przedziale 35 – 65 euro. Pocieszające dla nas jest to, że w kraju organizatora imprezy, stawki te są o połowę niższe.

Można domyślać się, że właściciele lokali będą chcieli udekorować swoje lokale logo Euro. To także bez zgody i odpowiednich opłat jest zabronione. Ochrona praw własności obejmuje logo Euro 12. Prawa należą do UEFA, która podobnie jak FIFA bardzo skutecznie walczy o egzekucję tych praw, o czym świadczy przykład z RPA. A właściwie walczy o wpływy z tytułu ich posiadania, bo ochrona praw własności nie ma sensu, gdy na prawach nie zarabiamy.


Jarosław Filipek

Dyrektor Generalny CODES Strategie

Licencjonowane artykuły dostarcza Artelis.pl.

Założyłeś firmę, a nie masz jeszcze strony internetowej? Wielki błąd!

Założyłeś firmę, a nie masz jeszcze strony internetowej? Wielki błąd


Autor: Martyna Wasiak


Ostatnio przeprowadzone badania wskazują, że ponad połowa mikroprzedsiębiorstw i małych firm nie posiada własnej strony internetowej prezentującej główny profil działalności. W ten sposób wiele firm nie daje okazji potencjalnym klientom na znalezienie ich oferty w Internecie. A przecież konkurencja dawno już tam działa.


Przyczyn tego rodzaju sytuacji może być kilka. Właściciele niewielkich działalności mogą nie zdawać sobie sprawy z roli, jaką zaczął w dzisiejszych czasach pełnić Internet. W dużej mierze przejmuje on inne środki przekazu i powoduje, że główna walka konkurencji przenosi się powoli do globalnej sieci. Innym powodem może być to, że projektowanie stron WWW i prowadzenie ich może wydawać się procesem kosztownym i skomplikowanym. Nie wszyscy mają świadomość, że jest zupełnie inaczej. Roczne utrzymanie domeny kosztuje mniej więcej 50zł, natomiast jeśli stroną opiekuje się firma zewnętrzna, która stworzyła tę stronę, to wszelkie aktualizacje i nowe podstrony także posiadają swoją cenę (niewielką). Miesięcznie zaś koszty oscylują także w granicach 50. Cena się zwiększa w zależności od posiadanej liczby podstron, aplikacji i dodatkowych funkcji.

Tworzenie stron internetowych cieszy się obecnie dużą popularnością, ale najwidoczniej nie pośród małych firm. Trzeba wziąć pod uwagę, że funkcjonują na rynku działalności, które w gruncie rzeczy nie potrzebują swojej strony internetowej, takie jak osiedlowe sklepiki lub drobne usługi budowlane. Zdobywają one Klientów poprzez „ogłoszenia na słupach” lub swoje umiejscowienie. Zdecydowana większość natomiast wręcz powinna skorzystać z tego typu rozwiązań, gdyż z biegiem czasu nie przetrwają te firmy, które nie idą z duchem czasu.

Zwróćmy uwagę, że założenie strony www jest dopiero pierwszym krokiem na drodze do osiągnięcia sukcesu. Następnie należy zainteresować się pozycjonowaniem, czyli podejmowaniem takich działań, które pozwolą nam znajdować się wysoko w wynikach wyszukiwania po wpisaniu odpowiednich fraz. Regularne aktualizacje, interakcje z Klientami i modyfikacje strony, mające na celu spełnianie nowo powstających potrzeb użytkowników pozwolą prześcignąć konkurencję i dotrzeć do dużej ilości zainteresowanych konkretnymi produktami.


Oferteo.pl pomaga w znajdowaniu profesjonalistów z każdej branży, między innymi z branży IT.

Licencjonowane artykuły dostarcza Artelis.pl.

Kursy i szkolenia seo dla firm

Kursy i szkolenia seo dla firm


Autor: Robert Wąsik


Budowanie sukcesu w sieci trwać może miesiące, a nawet lata. Dlatego wiele firm, zamiast zatrudniać pozycjonera, organizuje kursy seo dla pracowników odpowiedzialnych za promocję, aby samodzielnie mogli oni przygotowywać i przeprowadzać nawet dość złożone kampanie.


Koszty i zyski- pozycjoner.

Do największych kampanii zawsze opłaca się zatrudnić pozycjonera. Ze względu na większe doświadczenie ma on większe szanse na sukces niż świeżo przeszkoleni pracownicy. Warto jednak mieć na uwadze koszty tego rozwiązania- często oznacza ono bowiem dłuższy związek z pozycjonerem, a to co dziś wydaje się rozwiązaniem ekonomicznym, po roku może być dużym obciążeniem, zwłaszcza że wielu pozycjonerów w swoich umowach nie ujawnia prawdziwych kosztów akcji promocyjnej. Z pewnością profesjonalizm i lepszy czas to dwa poważne plusy, ale bardzo często pozycjonowanie wymaga znajomości firmowego know-how: aby napisać interesujący tekst, a nawet by odszukać najwłaściwsze dla niego miejsce w sieci. Wiadomo- know-how to pilnie strzeżona tajemnica i lepiej zainwestować w przygotowanie własnych pracowników do działania w nowym obszarze, niż dopuścić do firmowych tajemnic osobę z zewnątrz.

Koszty i zyski- szkolenia seo.

W krótkiej perspektywie czasowej szkolenia seo mogą być dość sporym obciążeniem dla firmowego budżetu- trzeba zadbać o to, aby były przeprowadzone przez specjalistów, a nie teoretyków chcących wyłącznie zarobić. Tradycyjne szkolenia seo często są dobrym rozwiązaniem w przypadku dużych, znanych firm- wtedy przygotowany pracownik może skutecznie wykonywać swoje zadania nawet przez wiele lat, a to sprowadza się do dość poważnych oszczędności. Skąd się biorą wysokie koszty kursów seo dla firm? Przede wszystkim każdy poważny pozycjoner dostosowuje treść szkolenia do rodzaju działalności słuchaczy- są różne metody promocji i w różnych sytuacjach znajdują one zastosowanie. Wybór standardowego szkolenia seo, niemającego określonego profilu spowoduje, że przeszkolony pracownik nie osiągnie maksymalnej wydajności.

Podsumowanie.

Jak zwykle, kiedy chodzi o promocję, nie ma jednego, najlepszego wyjścia, które można polecić każdemu. Warto też, przed podjęciem decyzji, porozmawiać z pracownikami, którzy mieliby uczestniczyć w szkoleniu. Może się bowiem okazać, że ten pomysł nie spotka się z ich poparciem, a bez chęci do działania niewiele da się osiągnąć. Jednocześnie jednak trzeba mieć pewność, że ewentualne szkolenia będą naprawdę profesjonalne i nie staną się jedynie kosztowną pozycją w księgach rachunkowych.


Autorem artykułu jest Robert Wąsik, kierownik firmy PozycjaPlus, oferującej szkolenia seo dla firm, pozycjonowanie firmy i tworzenie perfekcyjnych tekstów pozycjonerskich.

Licencjonowane artykuły dostarcza Artelis.pl.

Marketing w czasie recesji

Marketing w czasie recesji


Autor: Beata Ł


Do napisania tego artykułu zainspirował mnie tekst Jana Quelscha „How to market in recession”. Spośród 8 wymienionych w jego tekście czynników, które firmy powinny rozważyć planując budżety reklamowe na najbliższe lata, najbardziej zwrócił moją uwagę trzeci punkt.


This is not the time to cut advertising. It is well documented that brands, that increase advertising during a recession, when competitors are cutting back, can improve market share and return on investment at lower cost than during good economic times.

To nie czas na obcinanie wydatków reklamowych. Dobrze udokumentowane jest, że marki, które zwiększają wydatki reklamowe w czasie recesji, kiedy konkurenci wycofują się, mogą wpłynąć na objęcie kolejnej części rynku i zwiększyć zwrot z inwestycji po niższych kosztach niż w czasach dobrej koniunktury.

Tę właśnie radę daję swoim Klientom, kiedy starają się pod wpływem recesyjnej paniki na rynku obcinać wydatki na reklamę. Jeśli utrzymanie dotychczasowego budżetu jest niemożliwe lub zbyt trudne, staram się znaleźć sposób na utrzymanie obecności reklam – zwłaszcza w Google.

Nie rezygnuj z promocji

Sposobem na utrzymanie reklam niekoniecznie musi być uruchamianie lub dalsze prowadzenie reklam AdWords. Wielokrotnie wystarczyło wprowadzić (jeśli jeszcze ich nie było) wizytówki do map (Google Maps), aby zwiększyć liczbę kontaktów o kilkadziesiąt procent, nawet przy dobrze wypozycjonowanej stronie www. Jest to dobry sposób na zwiększenie popularności, nawet przy uruchomionych reklamach Google AdWords.

Dodatkowym krokiem – zwłaszcza przy promocji sprzedaży online – może być wybranie konkretnej grupy produktów, która charakteryzuje się największym ROI i/lub największym zyskiem. Wiele zależy od branży i charakteru sprzedaży. Warto również zweryfikować ceny, zwłaszcza tam, gdzie konkurencja mocno zaznacza swoją obecność, podkreślając to w tekstach reklam.

Co zrobić jeśli nie mamy budżetu na reklamy?

Jeśli Klient nie może konkurować budżetem reklamowym, ceną swoich usług czy produktów lub bogatą ofertą warto wtedy pomyśleć nad zwróceniem uwagi na szczególne cechy, na wartość dodaną jego oferty. To może być ten szczegół, który „przyprowadzonego” na stronę internautę zachęcą do zakupu czy zamówienia.


Krzysztof Wójtowicz

Konsultant ds. reklamy internetowej

Licencjonowane artykuły dostarcza Artelis.pl.

Poznaj preferencje klienta dzięki ankietom internetowym

Poznaj preferencje klienta dzięki ankietom internetowym


Autor: Piotr Cylc


Każdy z nas przeszukując zasoby sieci, odwiedzając ulubione strony, co pewien czas natyka się na pop-up’y z prośbą o wypełnienie ankiety w ramach badań internetowych. Reagujemy na nie różnie - raz wypełniając kwestionariusz, innym razem zamykając okienko i nie zapoznając się nawet z tematyką badań i treścią pytań.


Ze względu jednak na liczbę potencjalnych respondentów (w przypadku popularnych witryn badanie może być wyświetlone dziesiątkom tysięcy internautów dziennie), a także przyjęte standardy liczby osób w próbach reprezentatywnych, badania ankietowe stanowią solidny i wiarygodny wskaźnik preferencji nie tylko badanych, ale i ogółu demograficznego, który reprezentują.

Ankiety w Internecie stanowią już od kilku lat znaczną część badań przeprowadzanych przez największe pracownie badawcze. Wykorzystywane są m.in. w celach zbadania preferencji wyborczych internautów, oczekiwań i zadowolenia klientów dużych sieci handlowych, sprawdzenia rozpoznawalności marek i w wielu innych. Wachlarz możliwości wykorzystania badań ankietowych online jest ogromny i zależy wyłącznie od potrzeb i pomysłów marketerów. Ankiety internetowe są jednocześnie dobrym narzędziem do wsparcia kampanii sieciowych, w tym działań e-mail marketingowych i kampanii SMS.

Nowoczesne narzędzia do kreaowania ankiet umożliwiają tworzenie własnych badań ankietowych niezależnie od kampanii mailingowych, czy SMS, jednak dopiero zintegrowanie tych działań przynosi wymierne korzyści. Stwórzmy dla przykładu sklep X, który ma już bazę klientów i potencjalnych klientów i prowadzi kampanie e-mail marketingowe skierowane właśnie do tych grupy odbiorców. Na jakiej podstawie oceniamy ich preferencje w ramach oferty sklepu X? Oczywiście na podstawie konkretnych zachowań (kliknięć w konkretne produkty, elementy oferty, przeglądania stron z danym asortymentem, zakup), które dzięki możliwościom systemu możemy prześledzić w raportach kampanii oraz dzięki danym, które posiadamy w momencie zakupu naszych produktów przez konkretnego klienta. Czy mamy jednak stuprocentową pewność, że tylko tych produktów i usług klient poszukiwał? Może warto dowiedzieć się tego szczegółowo? W tym momencie marketerzy sklepu X decydują się wykorzystanie możliwości ankiet. Zamiast często denerwujących, wyskakujących okienek wykorzystują mailing – mniej inwazyjną i w efekcie bardziej skuteczną formę kontaktu, aby zachęcić klientów do wypełnienia ankiety. Badania można skierować także do subskrybentów strony sklepu X, którzy nigdy nie korzystali z możliwości zakupu (poprzez ankiety warto sprawdzić dlaczego tak się dzieje).

Nowoczesne systemy dają możliwość skorzystania z gotowych szablonów ankiet opracowanych przez specjalistów, ale pozwalają również na wygenerowanie własnego badania, które zawierać będzie autorskie, zgodne z potrzebami danej ankiety, pytania i odpowiedzi. Dopuszczalne są różne typy pytań – jednokrotnego i wielokrotnego wyboru, otwarte, gdzie klient ma możliwość wpisania krótszej lub dłuższej wypowiedzi, oraz macierzowe, czyli pozwalające na przykład ocenić w policzalnej skali jakość poszczególnych wyrobów, usług itp. Klientowi można zadać pytanie warunkowe, które po wskazaniu danej odpowiedzi przekieruje go na kolejne pytanie wynikające wprost z jego odpowiedzi. Wykorzystując te możliwości, pracownicy sklepu X mogą od klienta uzyskać np. dane o jego wieku, zasobności portfela (przedział zarobków), preferencjach zakupowych, ocenie produktów z asortymentu sklepu i wiele innych, które mogą być przydatne w prowadzeniu kolejnych działań pro-sprzedażowych wobec klienta. Dodatkowo, jeżeli ankieta będzie dostępna z poziomu strony internetowej, bloga firmowego, czy profilu społecznościowego sklepu X możemy wygenerować w niej pytanie o e-mail, który dołączymy do bazy danych, jeżeli ankietę wypełni osoba nie będąca ani klientem sklepu, ani subskrybentem jego witryny.

Czy ankiety mogą być elementem tylko badania internetowego? Absolutnie nie. Wykorzystując moduł ankiet w danym systemie, mamy jednocześnie możliwość opracowania konkursów z nagrodami dla respondentów. Warto także wykorzystywać ankiety w celu prowadzenia badań satysfakcji klienta, po zakończonym procesie sprzedaży. Klient poczuje się doceniony naszym zainteresowaniem, a my zdobędziemy kolejne cenne dane i informacje, które pomogą ulepszyć proces sprzedażowy w naszej firmie. Jaki będzie dokładny cel wykorzystania ankiety zależy tylko i wyłącznie od potrzeb oraz inwencji twórczej osoby odpowiedzialnej za scenariusz ankiety.

W trakcie badania i po jego zakończeniu (czas trwania ankiety można zdefiniować przy jej tworzeniu) pracownicy sklepu X mają dostęp do szczegółowych raportów z ankiety. Wyniki badań można filtrować i systematyzować w ten sposób, aby wskazać najbardziej interesujące nas dane. A stąd prosta droga do opracowania spersonalizowanej oferty, która zwiększy skuteczność działań reklamowych. Warto także pamiętać o tym, że nowoczesne systemy ankietowe powinny być intuicyjne w obsłudze i nie powinny na etapie kreowania badania zabierać zbyt wiele czasu.

Można na koniec zadać pytanie – czy ankiety są potrzebne? Czy poznanie szczegółowych preferencji jest niezbędne, aby dobrze prowadzić biznes, skutecznie komunikować się i sprzedawać produkty swoim klientom? Na takie pytania odpowiedź jest jedna – oczywiście, że tak. Żyjemy w czasach, gdy dzięki Internetowi świat stał się globalną wioską, a kraje kurczą się (na szczęście wirtualnie) do rozmiarów dzielnic. Często w sieci mamy zdecydowanie więcej znajomych, niż na własnej ulicy, czy w mieście (tym rzeczywistym). Sklepy i firmy usługowe internetowe zaczęły zastępować sklepy i punkty usługowe z naszej ulicy właśnie. Pamiętajmy jednak o jednym – o sile tych małych, często funkcjonujących przez dziesiątki lat sklepów stanowi kontakt sprzedawcy z klientem, rozmowy toczone przy ladzie i wiedza o tym, że dana osoba lubi taki a taki produkt. I produkt ten zawsze był na półce, specjalnie dla tego klienta. Nawiązując z internautą kontakt poprzez poznanie jego preferencji przy pomocy badań ankietowych, będziemy w stanie sprostać jego wymaganiom i oczekiwaniom. Nie staniemy się wprawdzie ‘przyjaciółką zza lady’, nie będziemy też jednak bezduszną maszyną z okienka witryny internetowej. A przede wszystkim zdobędziemy rzecz bezcenną – zaufanie klienta.


Piotr Cylc

PR Manager SARE S.A.

Licencjonowane artykuły dostarcza Artelis.pl.

Sekrety marketingu internetowego ujawnione!

Sekrety marketingu internetowego ujawnione!


Autor: Rafał Kołodziej

W tym artykule chciałbym podzielić się z tobą kilkoma udowodnionymi strategiami działania w Internecie, które są wykorzystywane przez marketerów internetowych osiągających największe sukcesy. Zapraszam do czytania.


Marketing internetowy to rynek, który każdego miesiąca przyciąga przed komputery dziesiątki tysięcy osób w Polsce a miliony na całym świecie. Co chwilę pojawia się nowy guru marketingu prezentujący produkt, którego wykupienie ma zapewnić ci dostatnie życie. Część z nich osiągnęła realny sukces, część jest tylko oszustami, ale jedno jest pewne... W tym gąszczu wiadomości, wyścigu ofert i obiecaniu spełnienia marzeń można dostać zawrotu głowy i niekoniecznie zarobić, chociaż parę złotych.

1. Używaj Facebooka

Ta platforma społecznościowa stała się nie tylko sposobem na umilanie czasu, dodawanie zdjęć i pogaduszki ze znajomymi. Zauważ, że marketingowcy, firmy, osoby i inne znane postacie publiczne mają swoją stronę na FC. Dzięki tej platformie reklamują się, kreują swój ekspercki wizerunek, ogłaszają promocje, zbierają listy mailingowe, odsyłają do stron, artykułów, ankiet, konkursów. Krótko mówiąc robią wokół siebie zamęt. Dlaczego właśnie Facebook? Otóż jest to jedna z najczęściej odwiedzanych stron w Internecie. Niemal każdy internauta posiada swoje konto a kontakt z klientami, fanami czy subskrybentami jest bardzo prosty a zarazem skuteczny. Na Facebooku kontakt z „fanami” jest swobodny a przez to łatwiej o przeprowadzanie skutecznych kampanii reklamowych. Jeśli jeszcze nie masz swojego konta, strony na Facebooku to czas najwyższy ją stworzyć. Sława tej społecznościówki prawdopodobnie nie będzie wieczna. Warto wykorzystać ją teraz, gdy jest na fali.

2. Dziel się najlepszymi informacjami

To jest właśnie „nowa ekonomia”, o której mówił Brendon Burchard. Na swoich stronach, blogach udostępniaj same najlepsze informacje i rób to za darmo. Przyciągniesz masę odwiedzających, którzy chętnie będą kupować właśnie od ciebie. Dlaczego tak będzie? To, proste. Osoba odwiedzająca twoją stronę sama zada sobie pytanie. Skoro za darmo dajesz tak wartościową wiedzę, to jaką wiedzę udostępniasz za pieniądze.

3. Utwórz listę mailingową o dużej jakości

Twój sukces w marketingu internetowym w dużej mierze zależy od tego jak wielką listę mailingową posiadasz. Ważniejsze od wielkości listy jest tylko jakość tej listy. Osoby, które masz na liście muszę mieć zaufanie do ciebie i muszą wiedzieć, że naprawdę chcesz im pomóc. Jeśli zasypiesz swoją listę reklamami to możesz być pewien, że po kilku mailach subskrybent przestanie otwierać twoje wiadomości i nastąpi masowy exodus z twojej listy. Gdy ludzie zaczną zapisywać się na twoją listę upewnij się, że dostaną najpierw to, po co się zapisali. Dopiero później prześlij ofertę handlową. Korzystaj ze strategii 3:1 czyli 3 wartościowe darmowe wiadomości a po nich jedna reklama i powtarzaj schemat od początku.

4. Niech twoje nazwisko rozbrzmiewa echem

Działaj tak by ludzie rozpoznawali cię, jako eksperta w swojej dziedzinie. Zanim zaczniesz sprzedawać daj się poznać, pokaż swoją wiedzę, profesjonalizm, wizerunek. W rezultacie ludzie zaczną kupować od ciebie wszystko, co wypuścisz na rynek bez wielkich kampanii reklamowych. Kupią twoje nazwisko zanim kupią produkt. Publikuj wiadomości nawet za darmo na konkurencyjnych stronach tylko po to by stworzyć swoją unikalną markę – swoje nazwisko.

5. Dawaj wartościowy content za darmo

Rozpowszechnianie darmowej wartościowej wiedzy to najlepsza rzecz, jaką możesz zrobić by przyciągnąć masę ludzi do swoich stron i produktów. Oddawaj artykuły, ebooki, raporty, filmy, prezentacje, webinary. Im więcej wartościowej wiedzy oddasz ludziom tym bardziej znany będziesz, przyciągniesz więcej ruchu a tym samym zarobisz więcej pieniędzy (ruch=zarobki).


A tak poza tym. Czy chciałbyś wiedzieć jak szybko i skutecznie tworzyć listy mailingowe? Kliknij tutaj…BUDOWANIE LISTY: Jak błyskawicznie i tanio zbudować dochodową listę adresową?

Licencjonowane artykuły dostarcza Artelis.pl.

Promocja firmy w internecie

Promocja firmy w internecie


Autor: Pani Niewiadomska


Konkurencja na rynku produktów i usług rośnie w zastraszającym tempie. Aby twoja oferta została zauważona wśród morza ofert konkurencji, musisz zadbać nie tylko o jakość swoich produktów i usług, ale i o promocję. Fakt, że oferujesz dobry produkt za konkurencyjną cenę, nie wystarczy, jeśli potencjalni klienci o tobie nie wiedzą


Niech o tobie usłyszą! Wykorzystaj Internet do promocji i budowania wizerunku swojej firmy. Jeśli chcesz przy tym szybko osiągnąć dobry rezultat, powierz to zadanie profesjonalistom. Zgłoś się w tym celu do agencji interaktywnej. Agencja interaktywna to firma zajmująca się kreowaniem i promowaniem marki firmy w Internecie. Jej specjaliści przygotują i wdrożą strategię budowania wizerunku twojej marki. Do standardowo oferowanych przez tego typu firmy usług należą:

- projektowanie stron www,

- tworzenie sklepów internetowych,

- obsługa portali społecznościowych,

- prowadzenie kampanii reklamowych w Internecie,

- pozycjonowanie i optymalizacja stron,

- marketing wirusowy,

- oraz e-PR

Stworzenie strony WWW dla twojej firmy pozwoli ci zaistnieć w Internecie. Będziesz mógł na niej zamieszczać wszelkie informacje na temat oferty i działalności twojej firmy. Poprzez jej zawartość dotrzesz do potencjalnych klientów i pozwolisz im się lepiej poznać. Jeśli dodatkowo zadbasz o jej właściwą optymalizację i pozycjonowanie, zostaniesz łatwiej zauważony.

internet

Jeśli prowadzisz firmę handlową lub chciałbyś zaoferować swoje produkty do kupienia w Internecie, zleć specjalistom stworzenie sklepu internetowego twojej firmy. Będziesz mógł dzięki niemu w łatwy sposób oferować i sprzedawać swoje produkty w zasadzie bez ograniczeń terytorialnych. Zwiększy to zdecydowanie liczbę twoich klientów.

Jeśli zależy ci również na stałym kontakcie z klientami, bo chcesz na bieżąco informować ich o oferowanych towarach/usługach ale też odpowiadać na pytania i wątpliwości, zastanów się nad profilem w mediach społecznościowych. Umiejętnie prowadzony profil pozwoli ci skutecznie budować wizerunek twojej firmy. Wspierając się zaś działaniami e-PR będziesz mógł lepiej się wsłuchać w opinie internautów i odpowiedzieć na ich potrzeby.

Skoro więc chcesz, aby twoja firma osiągnęła sukces, nie bagatelizuj roli Internetu i wykorzystaj go do swoich celów.


Licencjonowane artykuły dostarcza Artelis.pl.

Techniki sprzedaży wykorzystywane w internecie

Techniki sprzedaży wykorzystywane w internecie


Autor: Krzysiek Skw.


Współczesny świat coraz częściej opiera się na internecie. W praktyce oznacza to iż, jeżeli czegoś nie ma w internecie, to oznacza że nie istnieje. Dlatego też tak prężnie rozwija się branża, oferująca różnorodne techniki sprzedaży, za pomocą internetu.


Musimy zdawać sobie sprawę, iż techniki sprzedaży, stosowane przez specjalistów, mają na celu spowodować nasze zainteresowanie danym produktem czy usługą. Praktycznie codziennie, podczas przeglądania atakują na różnorakie promocje, jesteśmy nieświadomi iż tak wiele osób sugeruje nam zakup danego przedmiotu. Jakie zatem techniki sprzedaży najchętniej stosuje się w chwili obecnej?

Dość rozpowszechnioną techniką sprzedaży, za pomocą internetu, jest marketing szeptany. Przeglądając poczytne fora, nawet nie zdajemy sobie sprawy, iż wielu użytkowników, którzy na nich piszą ma tylko jeden cel. Zmusić nas do zakupu konkretnego produktu, tego jaki obecnie promują. Wystarczy wczytać się w jakiekolwiek forum, gdzie jeden z użytkowników poszukuje porady, chce wiedzieć jaki produkt warto kupić. W odpowiedzi, od doświadczonych userów otrzymuje szereg porad, dostaje niezbędne informacje o danym produkcie, a co istotniejsze ma przed sobą całą listę pozytywnych cech konkretnego produktu. Widząc takie przedstawienie sprawy, szczególnie że w temacie wypowiada się stały użytkownik forum, decyduje się na zakup właśnie promowanego produktu. Jest to typowe działanie, szczególnie widoczne na licznych forach internetowych dla kobiet.

Inną techniką sprzedaży stosowaną w internecie, są wszelkiego rodzaju obniżki cenowe, atrakcyjne usługi w niskich cenach. Zakupy grupowe to tak naprawdę nic innego jak wykorzystanie jednej z technik sprzedaży. Otrzymujemy na email ciekawą ofertę, spędzenia np. weekendu w hotelu spa, taniej o 60%, niż wynosi regularna cena. Oczywiście nigdy w życiu byśmy nie pojechali, na tego rodzaju wypoczynek, jednak skoro trafia się tak tania okazja to warto skorzystać. Jeżeli z okazji zakupów grupowych, kupimy jakiś tańszy produkt czy usługę, często bywa iż nie zostanie on wykorzystany. Przykładowo jedno z biur podróży, sprzedawało vouchery na tańsze wakacje. Procentowo z obniżki skorzystało zaledwie 25%. Z drugiej strony zainteresowanie danym biurem podróży znacząco wzrosło.

Widzimy zatem, iż codziennie, w globalnej sieci, jesteśmy atakowani różnymi promocjami, ciekawymi ofertami, a wszystko to z wykorzystaniem istniejących technik sprzedaży.


Licencjonowane artykuły dostarcza Artelis.pl.

Od dyskontu do supermarketu. Rebranding Biedronki.

Od dyskontu do supermarketu. Rebranding Biedronki.


Autor: Maria Orkwiszewska


Biedronka, największa polska sieć handlowa, przeprowadza rebranding i zmienia swoje logo. Zmiana logo w rzeczywistości jest niewielka, to raczej stylizacja niż wprowadzenie zupełnie nowego oznakowania. Prawdopodobnie, gdyby nie było to tak silnie przez firmę nagłośnione, wiele osób zmiany by nie zauważyło.


Czy w rebrandingu biedronki chodzi tylko o zmianę logo?

Sukces Biedronki

Dotychczasowa oferta Biedronki kierowana była do najszerszej grupy celowej, co pozwoliło firmie na szybki wzrost i zbudowanie pozycji lidera na rynku. Według szacunków publikowanych w Rzeczpospolitej, wartość marki Biedronka, wzrosła do 1,7 mld złotych, co daje wzrost rok do roku w wysokości 27%.

Obecnie Ogólnopolska sieć sklepów dyskontowych należąca do portugalskiego konsorcjum Jerónimo Martins jest największą siecią handlową w naszym kraju pod względem ilości obiektów handlowych. Marka posiada około 1800 sklepów. Według planów na lata 2012-14, firma chce zainwestować w Polsce kolejne 1,6 mld euro w rozwój sieci. Docelowo Biedronka do roku 2015 ma osiągnąć pułap 3000 jednostek handlowych. Obecna pozycja firmy to niewątpliwy sukces. Dlaczego marka chce zmieniać to co przynosi jej tak wielkie zyski i korzyści?

Rebranding marki

Poprawa grafiki i unowocześnienie logo to tylko kosmetyczna zmiana. W całym procesie chodzi o poważne repozycjonowanie marki. Dotychczas „bied-ronka”, była kierowana do „bied-niejszych” klientów. Była typowym dyskontem, do którego wiele osób wstydziło się chodzić. Nie wypadało pokazywać się z żółtą torbą z logo przedstawiającą czerwonego chrząszcza. Cały model biznesowy nastawiony był na niskie koszty. Dlatego w sklepach Biedronki występował dość wąski i okrojony w relacji do marketów asortyment oraz paletowa ekspozycja. Obowiązywała płatność tylko gotówką - firma unikała w ten sposób opłat na rzecz banków w związku z korzystaniem z kart płatniczych i kredytowych. Oszczędzanie odbywało się także kosztem pracowników, co doprowadziło do nagłośnionych w mediach spraw o łamanie praw pracowniczych. Rebranding ma zmienić obecne postrzeganie marki. Celem firmy jest transformacja pozycji z taniego i siermiężnego dyskontu w pożądaną przez konsumentów i cenioną sieć supermarketów. Rebranding nie polega na stylizacji logo, tylko na zmianie sposobu i rynku konkurowania marki. To nie poprawianie Biedronki, to ucieczka konkurentom i jakościowy skok do przodu.

Rebranding a cele firmy

Wzrost ilościowy nie jest kluczowym celem firmy. Celem rebrandingu jest wzrost jakościowy, poszerzenie grupy klientów o tych lepiej sytuowanych. Celem jest zabranie rynku nie dyskontom, na którym marka jest liderem, a supermarketom. Z pozycjonowania jako tani dyskont, Biedronka chce się zmienić w sieć marketów łączących bardzo dobrą jakość towarów z ich bardzo dobrą ceną. Firma planuje zmienić wystrój sklepów i uorganizowanie placówek, które mają się stać bardziej przejrzyste i dostosowane do potrzeb coraz więcej wymagających konsumentów. Planowane są także zmiany w układzie produktów. Biedronka chce rozszerzyć ofertę artykułów świeżych, takich jak: pieczywo, nabiał, warzywa oraz owoce. W wypadku marketów spożywczych, takie działanie wskazuje na chęć firmy dalszego poprawiania jakości oferty. Oglądając listę dostawców firmy, zauważymy na niej wiele znanych marek. I tak na przykład wśród dostawców mięsa i wędlin jest zarówno Krakus jak i Sokołów. To nie tylko znane marki ale i liderzy jakościowi rynku mięsnego. Pomimo faktu że oferty tych firm występują pod marką własną Biedronki, firmy te na opakowaniach informują, że są producentami dostarczanych towarów. Biedronka nie tylko zamawia u uznanych producentów, ale także bardzo restrykcyjnie pilnuje jakości dostaw. Firmie od dłuższego czasu nie zależy na tym, aby dostarczać najtańsze produkty z oferty uznanych producentów, ale najlepsze produkty w bardzo dobrej cenie. Jako lider rynkowy, firma ze względu na olbrzymią skale zamówień potrafi wynegocjować atrakcyjne warunki dostaw. W ten sposób buduje przewagę rynkową, zarówno w obszarze jakości oferty jak i oferowanych cen.

Dzięki takiej polityce ofertowej, Biedronce rośnie liczba lojalnych klientów. Wzrost firmy nie polega jedynie na masowym stawianiu sklepów, ale rozwoju opartym na zmianie postrzegania i wizerunku samej marki. W odróżnieniu od wielu marek, które zmieniają wyłącznie swoje logo, Biedronka przeprowadza dogłębny i kompletny proces rebrandingu. Zarząd firmy zrozumiał, że taniość nie jest hasłem przyszłości, że taki wizerunek się wyczerpuje, że zmieniają się potrzeby i oczekiwania konsumentów. Biedronka nie jest jedyną siecią dyskontową. Sukces marki prowadzi do tego, że wiele firm próbuje kopiować model biznesowy Biedronki. Konkurencja i wojny cenowe, jeżeli będą się nasilać, nie prowadzą do trwałego sukcesu rynkowego. Poza tym, będąc zdecydowanym liderem jako największa sieć handlowa w Polsce, marce nie pasuje „siermiężny wygląd”. Zasoby finansowe firmy pozwalają na rebranding i transformację z dyskontu w supermarkety. To zupełnie inna klasa obiektów handlowych, w których serwis, czyli układ sklepu, jakość obsługi, jakość towarów, oznakowanie i ergonomia muszą być na odpowiednim poziomie. W połączeniu z jakością produktów, taka strategia może przynieść dodatkowy wzrost efektywności firmy. Rebranding jako zmiana pozycji konkurencyjnej i rynku działania, jest naturalną koniecznością i perspektywą rozwoju lidera. Z jednej strony obecni lojalni klienci widzą w dalszym ciągu „swoją markę, z drugiej strony dla klientów bardziej wymagających firma zmienia się wraz z udoskonalaniem swojej oferty.

Totalny rebranding firmy

Każda nowa placówka firmy ma już powstawać w nowym modelu. Zmiany dla klientów są bardzo widoczne. Pojawiły się nowe kolorowe witryny. Ściany pokrywają plakaty promujące produkty. Zmieniła się ekspozycja towarów - zamiast na paletach towar jest ułożony na metalowych regałach. Układ sklepu jest czytelniejszy. Wszystkie te działania skutkują pozytywnymi komentarzami klientów.

Zmiana logo nie jest rebrandingiem marki. Jest tylko elementem lansowania tego rebrandingu. Sama zmiana logo nigdy jeszcze nie zmieniła nastawienia klientów do marki. W wypadku Biedronki mamy do czynienia z kompleksową transformacją marki z segmentu dyskontów do segmentu supermarketów. Wiele marek, o których mówi i pisze się że realizują rebranding, tak naprawdę zmieniają tylko swoje oznakowanie. Jest to w wielu wypadkach próba szybkiej ucieczki od starego wizerunku. Bez zmiany oferty, bez zmiany sposobu działania i traktowania klienta, bez lepszego zaspokajania jego potrzeb nie jest to rebranding tylko stylizacja symboliki firmowej. Klienci nauczyli się już porównywać oferty i sama zmiana logo już ich nie zwiedzie. Rebranding w wydaniu Biedronki oparty jest na wizji rozwoju rynku i dopasowanej do niego zmianie strategii biznesowej.


Jarosław Filipek

Prezes Zarządu CODES Strategie

Licencjonowane artykuły dostarcza Artelis.pl.

Perfekcyjny viral - tylko dzięki wideo

Perfekcyjny viral - tylko dzięki wideo


Autor: adermina


Dzięki zaawansowanym narzędziom, takim jak wideo, jesteśmy w stanie nie tylko tworzyć pozytywny wizerunek naszej firmy, czy marki, lecz także dostarczyć użytkownikom tego, czego szukają w Internecie najczęściej, czyli rozrywki.


Czym jest marketing wirusowy

Marketing wirusowy (ang. „viral marketing”) to forma marketingu internetowego, która działa na takiej samej zasadzie jak wirus. Chodzi o to, by konkretna, publikowana przez nas informacja była tak intrygująca i atrakcyjna dla internautów, że rozpowszechni się samoistnie w jak najszybszym czasie siłą jak największej liczby osób (oczywiście z ich własnej woli), bez nakładu środków reklamowych z naszej strony.

Użytkownicy propagują znaleziony w sieci, czy podesłany przez kogoś materiał tylko dlatego, że im się podoba i twierdzą, że warto, by „znalezisko” zobaczyła większa rzesza osób. Takie działanie bywa dla firmy niekiedy bardziej skuteczne niż zwykła reklama, którą przekazuje medium, a nie ktoś, kto jest nam bliski i mamy do niego zaufanie

Zalety z wykorzystywania marketingu wirusowego

Każde zaplanowane przez nas działania komunikacyjne mają za zadanie przybliżyć nas do zaplanowanego wcześniej celu głównego, lub zrealizować cel szczegółowy. Wykorzystując możliwości marketingu wirusowego, mamy szansę realizacji kilku celów jednocześnie. Jednym z nich może być uzyskanie lub podtrzymanie zaufania do marki a także wzmocnienie jej pozycji w świadomości odbiorców. Jako cel możemy określić także liczbę wejść na naszą witrynę internetową, wypełnionych formularzy czy pozyskanych adresów e-mail.

Skuteczny viral - jak go stworzyć

Przygotowując się do stworzenia materiału wirusowego, warto wcześniej przygotować strategię swoich działań oraz dokładnie sprecyzować, jakie cele chcemy osiągnąć. Nie należy zapominać, że internauci stanowią ogromną grupę indywidualności, którą jednak można przydzielić do odpowiednich targetów. Pamiętajmy więc, by scenariusz virala był odpowiedni do danej grupy docelowej oraz spójny z innymi elementami przekazu marki.

Marketing wirusowy może stać się także elementem kampanii teaserowej, w której nie od razu wiadomo skąd ten pomysł jest i o co w tym wszystkim chodzi. Składa się ona zazwyczaj z dwóch odsłon – pierwsza ma na celu zaciekawić użytkownika swoją nie codziennością, w drugiej natomiast podawany jest komunikat właściwy. Po stworzeniu materiału należy umieścić go w strategicznych miejscach w Internecie i pokazać światu. Aby zwiększyć moc oddziaływania filmu, należy inicjować i stymulować dyskusje na jego temat.

Promocja virali w internecie

Najpopularniejszymi miejscami, w których można prowadzić kampanię wirusową są blogi, serwisy społecznościowe, listy dyskusyjne, serwisy wideo, czy komunikatory. Do najatrakcyjniejszych należą: YouTube, Google Video,Wykop, Kciuk oraz Wrzuta. Po dodaniu materiału w te miejsca, należy następnie zająć się jego dystrybucją na portalach społecznościowych, zaczynając od dodania linka z filmikiem na naszym własnym profilu.


Więcej o tym, jak wykorzystać wideo do stworzenia skutecznego materiału wirusowego, można dowiedzieć się czytając bloga Livingmedia.

Licencjonowane artykuły dostarcza Artelis.pl.

niedziela, 20 marca 2016

Marka: bezbarwna czy wyprana w pijarze?

Marka: bezbarwna czy wyprana w pijarze?


Autor: Agnieszka Krok


Budowanie wizerunku marki nie jest łatwe i niewiele osób zdaje sobie z tego sprawę otwierając nową działalność. Jak krok po kroku skutecznie go budować? Na to pytanie postaramy sobie odpowiedzieć.


Marka: bezbarwna czy wyprana w pijarze?

Budowanie solidnego wizerunku marki nie jest łatwe. Niektórzy myślą, że wystarczy założyć firmę, a interes „sam będzie się jakoś kręcił”. Niestety, takie podejście, to prowadzenie biznesu po omacku i mimo najszczerszych chęci właściciela, może doprowadzić do upadku firmy. W czym tkwi problem? Głównie w tym, że wiele osób prowadzących biznes nie ma pojęcia, jak stworzyć dla niego idealny wizerunek. Nie wystarczy rozdanie kilkudziesięciu ulotek, czy przyklejenie kilku plakatów... Budowanie wizerunku to proces ciągły, długotrwały, wymagający stałych działań. Wizerunek marki to jej pełny obraz w oczach odbiorców, to skojarzenia, wartości i emocje. Jak prawidłowo i skutecznie go budować? Na to pytanie postaramy sobie odpowiedzieć.

Pierwszym krokiem przy budowaniu wizerunku jest przemyślana strategia. To właśnie na tym etapie musisz zadać sobie najważniejsze pytania, od których zależeć będzie sukces Twojej marki. Zastanówmy się więc nad tym, co dokładnie chcesz przekazać i do kogo Twoje działania będą kierowane. Ustal kanały i narzędzia, jakich będziesz używać do komunikacji oraz czas, w którym chcesz z tym komunikatem wyjść do swoich potencjalnych klientów. Ustalenie tych rzeczy jest bardzo istotne, bo skierowanie odpowiednich działań do właściwej grupy ludzi to połowa sukcesu. Innym, niezwykle skutecznym sposobem jest tworzenie szumu po to, by to właśnie na Ciebie klient zwrócił uwagę. Nie chcesz przecież mieć kolejnej bezbarwnej firmy...

Dlatego bardzo ważny jest przekaz, z jakim będziesz się zwracać do swoich potencjalnych klientów. Przekaz sam w sobie nie może być przeciętny, ma zaciekawić odbiorcę i zapaść jak najgłębiej w pamięć. Teraz chcę wrócić do roku 2004, kiedy to na rynek telefonów komórkowych wchodził operator telefonii komórkowej sieci Heyah. Nie wyszedł on do odbiorców z tekstem: „nasze telefony są najlepsze, a rozmowy najtańsze”, bo to powtarzał już każdy operator. Zamiast tego operator użył najpierw czerwonych łapek. To wzbudziło zainteresowanie i intrygowało. Każdy chciał dowiedzieć się, co kryje się za tajemniczym symbolem odciśniętym na chodniku. Dopiero później pojawiło się hasło reklamowe, a na końcu operator ujawnił sam produkt.

Kolejnym istotnym elementem w kreowaniu marki jest identyfikacja wizualna, czyli elementy składające się na postrzeganie (takie jak nazwa, logo oraz charakterystyczne kolory, itp.).
Każdy z nas kojarzy konkretne marki z danym logo i barwą: restauracje Mc Donald’s z to żółć
i czerwień, kawiarnie Starbucks to zielono-białe logo, a znany na całym świecie portal społecznościowy Facebook kojarzy się z charakterystycznym niebieskim kolorem. Jeśli już wybrałeś kolor, musisz pamiętać, że w podobnych barwach powinna być strona internetowa produktu czy marki oraz inne materiały reklamowe. Internet to medium rozwijające się w niesłychanym tempie. Coraz częściej pierwszym miejscem odwiedzanym przez klienta jest właśnie strona internetowa, nie sklep, czy siedziba! Warto zadbać o jej wygląd, przejrzystość oraz łatwy do zapamiętania i zarazem chwytliwy adres. Całości nie należy komplikować wyszukaną grafiką i trudną nawigacją. Obecnie stronę może stworzyć prawie każdy, jednak warto powierzyć to profesjonaliście, bo robiona przez laika może w pewnym momencie przestać działać czy okazać się np. niepodatna pozycjonowaniu.

Internet daje jednak jeszcze większe pole do popisu, jeśli chodzi o działania marketingowe. Chcąc, aby ludzie mówili o Tobie i o Twoim produkcie, skieruj działania w stronę społeczności.
Jeżeli nie jesteś pewien jak zaistnieć w sieci, najlepiej poradzić się doświadczonej agencji interaktywnej. Dlaczego media społecznościowe? Ponieważ zrzeszają ogromną liczbę użytkowników, tj. grupy znajomych, przyjaciół, którzy dyskutują, wymieniają poglądy i opinie, również te związane z markami, czy produktami. Ludzie często szukając rozwiązanie problemu, wpisują jego treść w wyszukiwarkę. Jest to dla Ciebie ogromna szansa. Portale społecznościowe, fora internetowe
i serwisy umożliwiają zamieszczanie m.in. filmów, w których możesz zaprezentować swoje usługi.
Ale to tylko jedna z wielu możliwości.

Staraj się budować wizerunek w zależności od narzędzi, które przyjąłeś podczas opracowywania strategii. Wybór ich jest ogromny. Notki prasowe, publikacje, obecność na targach
i spotkaniach branżowych, pozwolą nam stworzyć wizerunek eksperta oraz zdobyć zaufanie klienta. Niezwykle istotne są: kontakty z mediami, działania charytatywne, obejmowanie patronatów oraz sponsoring. Obok działań promocyjnych sam powinieneś brać udział w szkoleniach i się rozwijać. Dzięki temu będziesz zaskakiwać klienta coraz to nowszymi rozwiązaniami i innowacyjnymi pomysłami.

Ostatni, lecz równie istotny krok, to opinie klientów i budowanie rekomendacji. Warto zachęcić klienta do wyrażania opinii na temat Twojej firmy i polecania jej usług. Aby zachęcić klienta, można zaoferować mu nagrody za lojalność (np. zniżki, gadżety firmowe). Rekomendacje umieszczane na stronie internetowej firmy, czy też w specjalnie do tego przeznaczonych serwisach sprawią, że zwiększać się będzie liczna osób decydujących się na twoje usługi.

Podczas całego procesu budowania wizerunku marki, powinieneś monitorować działania, sprawdzać rezultaty, a następnie je usprawniać. Świat idzie z postępem, więc nie możesz pozwolić sobie na zastój. Wystarczy chwila nieuwagi, niedopasowanie oferty do panujących trendów, a twoja marka może zostać w tyle za konkurencją. Odzyskanie straconej pozycji może być bardzo trudne.




Agnieszka Krok
Fabryka e-biznesu
www.feb.net.pl

Licencjonowane artykuły dostarcza Artelis.pl.

Naming produktów spożywczych, czyli jak wyróżnić markę unikalną nazwą.

Naming produktów spożywczych, czyli jak wyróżnić markę unikalną nazwą.


Autor: Maria Orkwiszewska


Produkty nie mają szans na sukces rynkowy bez unikalnej i wyróżniającej nazwy – naming produktów jest często kluczem do efektywnego marketingu.


Stale rośnie konkurencyjność naszego rynku. Jako znaki unijne zarejestrowano już ponad milion marek. Wiele lokalnych marek planuje ekspansję poza granice naszego kraju. Na co zwrócić uwagę dobierając nazwę dla produktów?

Światowy naming znanej polskiej marki.

Żubrówka jest szeroko znana na świecie. To unikalna na skalę światową wódka. W butelce znajduje się źdźbło turówki wonnej (hierochloë odorata), trawy rosnącej w lasach Puszczy Białowieskiej. To dzięki znanej powszechnie jako żubrówka trawie, wódka ma świeży, orzeźwiający aromat z nutą rumianku i wanilii. Wódkę wyróżnia także zielono żółtawy kolor oraz zawartość kumaryny. Sprzedaż tego produktu była za oceanem zakazana, właśnie ze względy na kumarynę – związek chemiczny, który nadawał wódce unikalny smak. Stosowany w małych ilościach krzywdy nie robi, w większych może prowadzić do uszkodzenia wnętrzności. Pod koniec lat 70. amerykańska Food and Drug Administration zakazała stosowania kumaryny w całym sektorze spożywczym USA. Unikalność produktu i atrakcyjność rynku amerykańskiego zachęciła polskich specjalistów od produkcji destylatów do stworzenia wersji specjalnie na rynek amerykański. FDA w końcu wyraziła zgodę na sprzedaż żubrówki na terenie USA.

Zmienił się jednak naming produktów. Na rynek amerykański weszła jednak nowa wersja znanej marki, znana ŻU lub inaczej ZU. Naming produktów jest w marketingu niezwykle istotny. Nie usunięto napisu żubrówka, ale lansowana jest skrócona do ŻU nazwa nowego produktu. To ukłon w stronę międzynarodowej klienteli. Amerykanie zamawiając drinki podają nazwę alkoholu z jakiego mają być przygotowywane. O ile dla nas nazwa żubrówka jest prosta, dla obcokrajowców może stanowić problem zarówno w wymówieniu słowa jak i w zapamiętaniu nazwy.

Poza Polską żubrówka produkowana jest w wielu innych krajach pod różnymi nazwami, m.in. w Rosji, Stanach Zjednoczonych (Wisent Vodka), na Ukrainie, na Białorusi oraz w Czechach. Jednak naming produktów z Polski może nasze marki wyróżniać. Rada Ministrów przyjęła projekt zmiany ustawy o wyrobie napojów spirytusowych i ochronie oznaczeń geograficznych. Ważnym rynkowo aspektem nowej ustawy, są zawarte w niej zmienione wymogi dla oznakowywania polskich wódek czystych jak i smakowych. Ustawa obejmuje naming produktów. Otóż, wódki będzie można markować na etykiecie oznaczeniem geograficznym „Polska Wódka / Polish Vodka”. To duży krok w ramach lansowania naszych narodowych produktów.

Póki co naming produktów z oznaczeniem „Polska Wódka / Polish Vodka” jest dobrowolny. Jeżeli producent zdecyduje się użyć tego brandu, to wyrób musi spełniać odpowiednie wymagania jakościowe. Oznaczenie „Polska Wódka / Polish Vodka” ogranicza zakres surowców tradycyjnie stosowanych w naszym kraju do produkcji wódki. Drugim ważnym warunkiem jest to, że cały proces produkcyjny wyrobu oznakowanego „Polska Wódka/Polish Vodka” musi odbywać się Polsce. To krok który ma lansować polskie produkty narodowe, a co za tym idzie promować tak unikalne i wyjątkowe marki jak żubrówka. Ochrona wizerunku polskich produktów poprzez prawnie zabezpieczony naming produktu może tylko pozytywnie wpłynąć na ich marketing.

Naming produktów z tradycjami.

Przy produktach luksusowych, firmy starają sią się zbudować unikalną historię a ramach namingu produktów historyczną nazwę. Tak powstała nazwa koniaku Hennessy Paradis Imperial. Jas Hennessy & Co., lub prościej Hennessy, to znana na świecie marka koniaków. Marka jest od wielu pokoleń w rękach tej samej rodziny. Jas Hennessy & Co. sprzedaje rocznie 50 million butelek swoich produktów, co daje firmie około 40 percent udziałów na rynku koniaków na świecie. Można z tego wnioskować, że Hennessy jest marką popularną. Firma jednak podejmuje działania w kierunku zbudowania jak najlepszego wizerunku firmy i swoich produktów. Między innymi dlatego postanowiono opracować i sprzedawać koniak nazwany Paradis Imperial. Jednak bez dodatkowej historii taki naming produktów nie wyróżnia.

Będąc tak wielkim producentem koniaku, Hennessy jest właścicielem olbrzymiej i unikalnej kolekcji eaux de vie. Cognac Hennessy Paradis Imperial jest mieszanką bardzo rzadkich eau-de-vie z XIX i XX wieku. Mistrz Kompozycji Yann Fillioux, przedstawiciel ósmego pokolenia twórców koniaku Hennessy, stworzył mieszankę Paradis Imperial, nawiązując do dzieła swojego praprzodka Jeana Fillioux. W grudniu 1818 roku, cesarzowa Rosji wysłała zamówienie rodziny Hennessy, z prośbą o przygotowanie unikalnego koniaku na prezent dla swojego syna, cara Aleksandra I. I do tego faktu nawiązuje naming produktów nowej luksusowej linii Hennessy.

Karafka koniaku została zaprojektowana przez Stéphanie Balini, posiada etykietę pokrytą 18-karatowym złotem i jest numerowana. Z myślą o budowaniu odpowiedniego wizerunku produktu powstała wykonana z doskonałych materiałów szkatułka. W Polsce karafka z 0,7 litra Hennessy Paradis Imperial jest do kupienia za 6500 zł. Przy takiej oprawie naming produktów schodzi na plan dalszy.

Naming produktów. Polskie stereotypy nazewnicze

Naming produktów masowych często opiera się stosowanie uznanych konwencji. Babunia to „nowa” popularna nazwa marketingowa. Sukces popularności i konwencji nazewniczej doprowadził niestety do dewaluacji nazwy. Kariera marki Babunia zaczęła się w 1994 roku, gdy Fabryka Pieczywa Cukierniczego Kaliszanka zastosowała taki naming produktów i zarejestrowała znak słowno-graficzny Herbatniki Babuni. Bardzo szybko pojawiły się Dżem Babuni, Majonez Babuni, Makaron Babuni, Rogaliki Babuni, Kluseczki Babuni, Twarożek Babuni, Ser Babuni, Szynka Babuni. Zbyt wielka popularność zdewaluowała markę Babunia.

Na fali „sukcesu” przyszedł czas na rozszerzanie nazwy Babunia. Wódeczka Babuni, Wino Babuni, Nalewka Babuni… czyli wszystkopijąca Babunia. Potem babcia rozpoczęła ekspansję na inne produkty, nawet mające tak niewiele wspólnego z babunią jak Frytki Babuni czy Ketchup Babuni. Babunia w krótkim czasie zrobiła zawrotną karierę. Pojawiły się również znaki mniej trafne jak Słoik Babuni, Tradycja Babuni czy Smarowidło Babuni (ten ostatni, niebyt apetyczny, zarejestrowany w branży mięsnej). Taki naming produktów nie przysłużył się słowu „babunia”. W efekcie każdy używa takiej nazwy i marka się po prostu rozmyła.

Zła nazwa sukcesowi szkodzi, ogranicza markę, a w porównaniu z konkurentami wypada blado i niekonkurencyjnie. Warto przeprowadzać badanie, jak konkurenci chronią prawnie swoje marki na określonych rynkach i w określonych branżach. Dla uzyskania dodatkowych gwarancji możliwe jest przeprowadzenie badań rynkowych lub badań konsumenckich. Naming produktów ograniczony do czystej kreacji słów prowadzi do problemów. Użytkownicy nazwy Babunia to małe firmy, bardziej liczące na populizm niż na wyróżnienie. Naming produktów lub usługi jest decyzją strategiczną. Tylko z bezpieczną i skuteczną nazwą można zbudować silną markę. Aby to było możliwe nazwa musi spełniać dwa podstawowe kryteria: kreatywnie wyróżniać i gwarantować bezpieczeństwo. Babunia poprzez populistyczny naming produktów takich kryteriów już nie spełnia.

Naming produktów międzynarodowych.

Przykład wódki Zu pokazuje, że naming produktów może być nakierowany na ułatwienie komunikowania marki. Nie jest tak zawsze. Oto kilka przykładów, w których naming produktów stał się ograniczeniem lub wręcz uniemożliwiał wprowadzenie marki na rynki międzynarodowe.

Pee, to czasownik, który po angielsku znaczy „siusiać”. Więc Pee Cola to prawdopodobnie sikacz. Taki naming produktów zastosował producent coli z Ghany. Napój jest koloru brązowego, jak wszystkie cole. Skąd tak dziwna nazwa produktu, nie wiadomo. Innym przykładem namingu produktu z Gahny jest marka Shitto. Nazwa ta nieodparcie kojarzy się rozumiejącym nawet powierzchownie angielski z wypróżnianiem się. Sam produkt jest w konsystencji i kolorze delikatnie mówiąc „kupy”. Bo tak nazwano ostry sos pieprzowy, produkowany przez firmę Counrty Home. Nazwa tym bardziej dziwi, że nazwa producenta jest angielska.

Naming produktów stanowi także problem dla największych firm. Fresca to cytrusowy soft drink produkowany przez The Coca-Cola Company. Pierwszy raz pojawił sie na rynku w Stanach zjednoczonych w roku 1966. Fresca w języku portugalskim, hiszpańskim i włoskim znaczy „świeża”. Na pierwsze wrażenie to doskonały naming orzeźwiających napojów cytrusowych. Koncern nie używa jednak tej nazwy na całym świecie. Wyjątkiem są niektóre kraje latynoamerykańskie, jak na przykład Kolumbia i Meksyk, w których określenia „fresca” jest kolokwialną nazwą lesbijki. Zamiennie w tych krajach stosowana jest marka Quatro. Grafika opakowań, smaki i wzornictwo butelek jest niezmienne. To kolejny przykład, jak bogate i różnorodne jest słownictwo hiszpańskie, i jak ostrożnym trzeba być stosując naming produktów na rynkach międzynarodowych. To co piękne nie zawsze jest poprawne.

Kagome to nic nam Polakom nie mówiąca nazwa. Tak nazywa się japoński koncern żywnościowy. Taki sam naming produktów stosuje firma dla prezentacji swoich soków. Nazwa zaczyna dziwić dopiero tych, którzy posługują się dobrze językiem portugalskim lub hiszpańskim. W obu tych językach ”cagome” oznacza ”robię na siebie kupę” albo ”zrób na mnie kupę”. To nic, że Kagome i Cagome pisze się inaczej, oba słowa czytane są identycznie.

Podobny problem w namingu produktów ma więcej japońskich marek. Calpis to japoński niegazowany napój. Jest delikatny w smaku, mleczny, aromatyczny i lekko kwaśny. Trochę przypomina zakwaszony rozcieńczony jogurt waniliowy. Zawiera wodę, odtłuszczone mleko i kwas mlekowy. Jest produkowany w procesie fermentacji. W krajach posługujących się językiem angielskim zmieniono jednak nazwę na Calpico, jako że Calpis brzmiało jak “cow piss”. Z angielskiego można to przetłumaczyć to jako “krowie siki”. Produkt ma związek z mlekiem, ale chyba nie o to chodziło kreatorom nazwy marki. Twórcy marki nie przewidzieli jej sukcesu i eksportu, a co za tym idzie problemów jakie niesie nierozważny naming produktów. Różnice w wymowie zapisu nazwy w różnych językach mogą prowadzić do trudno przewidywalnych problemów.

Naming produktów może powodować problemy w związku z popularnością nowych nazw. AYDS to nazwa słodyczy, czekoladek, które miały za zadanie wspomagać chudnięcie. Produkty te pod marką AYDS istniały już w latach ’40. Sukces rynkowy odniosły na fali walki z otyłością w latach ’70 i w pierwszej połowie lat ’80. W drugiej lat ’80 ich sprzedaż drastycznie spadła. Jak się okazało głównym powodem była nowo wykryta choroba. Chodzi oczywiście o zespół nabytego niedoboru odporności. Chorobę tą w 1982 roku nazwano AIDS. Obie nazwy są homofonami, czyli istnieje fonetyczna tożsamość obu słów. Koniecznością stał się nowy naming produktów i zmiana nazwy na Diet Ayds w Stanach Zjednoczonych oraz Aydslim w Wielkiej Brytanii.

Naming produktów był także problemem w relacji języków angielskiego i niemieckiego. Irish Mist to produkowany w Dublinie irlandzki likier. Ma 35% zawartości alkoholu, jest trunkiem o bursztynowo-złotym kolorze i bogatym aromacie. Jego aromat buduje odpowiednio leżakowana irlandzka whiskey. Można w niej wyczuć aromaty miodu, ziół i wanilii. Wszystko brzmi pięknie, tylko że w niemieckim slangu “mist” używany jest na określenie odchodów! To poważny problem marketingowy i nazewniczy. Słowo mist było już wcześniej powodem problemów w namingu produktów i zmiany światowej marki. Chodzi o zmianę nazwy z Silver Mist na Silver Shadow dla luksusowego modelu marki Rolls Royce.

Jak się okazuje, unikalna kreacja nie daje gwarancji uniknięcia językowego faux pas. Nie warto na badaniach nazwy oszczędzać, szczególnie gdy marka ma być oferowana na wielu rynkach. Naming produktów stanowić może bowiem poważne ograniczenie. Straty wynikające z konieczności zmiany nazwy lub wycofania się marki z rynku są niewspółmiernie większe od kosztów profesjonalnych projektów nazw, obejmujących testy lingwistyczne oraz badanie zdolności rejestrowej nazwy jako słowny znak towarowy. Naming produktów to nie tylko kreacja, ale przede wszystkim zestawy gwarancji, pozwalające marce efektywnie istnieć na rynku.


Jarosław Filipek

Dyrektor Generalny ANAGRAM

Licencjonowane artykuły dostarcza Artelis.pl.